Patroni

Patroni 2019-02-12T23:41:43+01:00
Jest on jednym z największych świętych Kościoła Powszechnego. Urzeka do dziś każdego, kto zetknie się z jego ideami i działalnością. Wszystko, co czynił było konsekwencją głębokiej przemiany wewnętrznej i zawierzenia Chrystusowi. Z całą prostotą i szczerością wzorował swe życie na Ewangelii. Dla mnie śledzenie Franciszkowych gestów, czynów, modlitw, jest przeżyciem niezwykłym, zadziwiającą przygodą, podczas której pragnie się za Janem Pawłem II powtórzyć wołanie do świętego: „Ty, który tak bardzo przybliżyłeś Chrystusa Twojej epoce, pomóż nam przybliżyć Chrystusa naszej epoce, naszym trudnym i krytycznym czasom”.

fr

Św. Franciszek przyszedł na świat w roku 1181 lub 1182. Jego rodzice — Joanna Pica i Piotr Bernardone mieli sklep sukna i należeli do zamożniejszych obywateli miasta. Podanie głosi, że matka urodziła syna w stajni. Na tym miejscu jest obecnie kaplica z freskami z wieku XIII i napis z wieku XIV: Ta kaplica była stajnią dla wolu i osła, w której narodził się Franciszek, zwierciadło świata. Franciszek miał nadto młodszego brata, który zmarł w trzy lata po nim (1229). Dziecko urodziło się słabowite. Dlatego matka je ochrzciła, nadając mu imię Jan Chrzciciel. Ojciec żartobliwie nazwał go Franciszkiem, czyli francuzikiem, ze względu na sympatię, jaką chłopiec darzył kupców francuskich, z którymi ojciec załatwiał interesy. Według innej wersji przydomek ten miał otrzymać Franciszek ze względu na matkę, która miała pochodzić z francuskiej prowincji, Prowansji.

Początkowo Franciszek uczęszczał do szkoły parafialnej. Po jej ukończeniu jako młodzieniec pomagał ojcu w kupiectwie. Kiedy wybuchła wojna między Asyżem a Perugią, Franciszek chętnie stanął w obronie rodzinnego miasta (1202). Miał wtedy ok. 20 lat. Dostał się do niewoli, w której przebył rok. W więzieniu nabawił się choroby. Dawne bowiem więzienia nie przypominały w niczym naszych zakładów karnych. Były to więc cuchnące lochy, gdzie trzymano skazanych w najgorszych warunkach. Po powrocie do domu Franciszek prowadził nadal interesy handlowe ojca. Tak byłoby może do końca jego życia, gdyby nie dziwny sen. Ukazała mu się tajemnicza postać, zawołała go po imieniu i zawiodła do zamku pełnego zbroi wiszącej na ścianach. Kiedy zapytał, czyj to zamek i czyje są te zbroje, otrzymał odpowiedź: „To wszystko jest twoje i twoich rycerzy”. Franciszek sen ten wziął za przestrogę, że jego powołaniem nie jest kupiectwo, ale stan rycerski. Właśnie wtedy cesarz niemiecki, Fryderyk II, prowadził wojnę z papieżem (1202–1205) na terenie Włoch południowych. Franciszek najął sobie giermka, zakupił konia i ruszył w świat. Kiedy ujechał ok. 60 km, w Spoleto miał znowu sen. Usłyszał głos: „Dokąd podążasz?” Otrzymał rozkaz powrotu do Asyżu. W drodze zatem sprzedał konia i rycerski strój. Kiedy wrócił do domu, spotkał się z awanturą, że samowolnie opuścił dom, że roztrwonił pieniądze na konia, zbroję i na najęcie giermka. Gdyby jeszcze rzetelną pracą Franciszek naprawił ojcu wyrządzone szkody!… Ale zaczął zatapiać się w modlitwie i wieść życie ascetyczne, czego rodzina nie mogła zrozumieć.

Pewnego dnia Franciszek usłyszał głos w kościele: „Franciszku, idź i napraw mój Kościół”. Znowu był przekonany, że głos Boży nakazuje mu naprawić kościół św. Damiana, który wówczas faktycznie był w ruinie. Zostawił więc rodzinę i zaczął pracować przy odbudowie wspomnianego kościoła. Tego już ojcu było za wiele. Zaprowadził syna przed biskupa Asyżu, Gruida II (1204–1228), i urzędowo go wydziedziczył. Było to w marcu albo w kwietniu 1206 roku. Franciszek na to: „Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać swoim Ojcem”. Pomny na polecenie z nieba, chodził po okolicy i naprawiał zniszczone wiekiem kościoły. Wolny czas poświęcał także chorym w miejscowym przytułku–szpitalu. Wiedziony również pragnieniem nawracania dusz zaginionych, chodził po okolicznych miasteczkach i wsiach, i nawoływał do pokuty. Trwało to dwa lata (1206–1208). Miał nawet dotrzeć do Rzymu. Kiedy powrócił do Asyżu, zajął się naprawą kościoła, dziś nie istniejącego, Św. Piotra della Spina, a potem Matki Bożej Anielskiej, przy którym też zamieszkał. Kościółek należał wówczas do benedyktynów z góry Subassio. Ci chętnie odstąpili ruiny Franciszkowi. Obecna wspaniała bazylika pochodzi z XVI w.

francesco

Dnia 24 lutego 1208 roku, w uroczystość św. Macieja, była czytana Ewangelia o rozesłaniu przez Pana Jezusa 12 Apostołów. Franciszkowi utkwiły głęboko w pamięci zwłaszcza słowa: „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10,5–16). Zdjął więc swoje odzienie, nałożył na siebie zgrzebny habit, przepasał się sznurem, wziął kij do ręki i udał się przed kościół Św. Jerzego, by tam nauczać ludzi. Całe miasto mówiło o Franciszku. Jedni traktowali go jako dziwaka, może nawet jako pozbawionego zmysłów, gdy inni ujrzeli w nim Świętego. Zaczęli garnąć się do niego uczniowie. Wśród nich znaleźli się Piotr Cattani, znany doktor prawa, i Bernard z Quintavalle, zamożny kupiec. W roku 1208 miał już św. Franciszek 12 uczniów. Nadał im wszystkim nazwę „Mężów Pokutników z Asyżu” oraz „Braci Mniejszych”. Wszyscy obrali sobie za cel naśladowanie Pana Jezusa w Jego życiu ubogim i głoszenie Ewangelii. Zaczęli na wzór uczniów Chrystusa obchodzić miasta i wioski, i nawoływać do pokuty.

Rychło jednak pojawiły się trudności. Miejscowi kapłani zaniepokoili się „wędrownymi apostołami”, nie mającymi od nikogo upoważnienia do tak ważnej misji. Słusznie ci ludzie budzili podejrzenie i wywoływali sprzeciwy. W tej sytuacji św. Franciszek udał się ze swoimi towarzyszami do Rzymu i stanął przed papieżem Innocentym III. Musiał Święty wywrzeć na papieżu niezwykłe wrażenie, skoro ten tak ostrożny w zatwierdzaniu nowych rodzin zakonnych dał Franciszkowi ustne zatwierdzenie jego zgromadzenia. Był to rok 1209 lub 1210. Co więcej, papież polecił św. Franciszkowi, aby przyjął święcenia diakonatu, by mógł tym lepiej wypełnić swoją misję. Jego zaś towarzyszom pozwolił nosić tonsurę, znak przynależności do stanu duchownego. Według podania papież miał mieć sen proroczy, w którym widział św. Franciszka i jego uczniów, jak podtrzymywali swoimi ramionami chylący się do upadku Kościół Boży, który wyobrażała bazylika papieska na Lateranie.

sfk

W drodze powrotnej do Asyżu bracia głosili Chrystusa słowem, a więcej jeszcze swoim przykładem życia. Kiedy przybyli do rodzinnego miasta Franciszka, zgłosiła się do Porcjunkuli (do kościółka Matki Bożej Anielskiej) św. Klara, jedna z najzamożniejszych panienek Asyżu. I ona również postanowiła poświęcić się na wyłączną służbę Bożą. W nocy z dnia 18 na 19 marca 1211 roku odbyły się we wspomnianym kościółku jej ostrzyżyny oraz obłóczyny. Dokonał ich Franciszek w otoczeniu braci. Widział on w Klarze wielki dar Boży. Kiedy bowiem bracia mieli oddawać się posłudze apostolskiej, Klara z towarzyszkami miała swoją modlitwą i pokutą przygotować dla nich serca grzeszników. Tak powstał II Zakon Św. Franciszka, Pań Ubogich, zwanych popularnie klaryskami.

W owych latach Europa katolicka żyła wyprawami krzyżowymi do Ziemi Świętej. Również i Franciszek zapalił się, aby nawiedzić ziemię Pana Jezusa i by nawracać mahometan. Niestety, burza zmusiła okręt do powrotu. Kiedy chciał udać się do Maroka, nie pozwoliła mu znowu choroba (1212).

W roku 1213 hrabia Orlando da Chiusi ofiarował Franciszkowi Górę Alwernię. Odtąd będzie to ulubione miejsce modłów Franciszka. Tutaj właśnie otrzymał stygmaty, czyli odbicie ran Pana Jezusa na swoim ciele.

Dzieło św. Franciszka rozpowszechniło się tymczasem na kształt żywiołu. Można powiedzieć, że całe środkowe Włochy usiane zostały osiedlami jego synów duchowych. W roku 1215 zwołał Święty do Asyżu pierwszą kapitułę generalną, na której przedstawił braciom ułożoną przez siebie regułę. Trzeba też było pomyśleć o sprawie organizacji nowej rodziny zakonnej. W tym samym roku Franciszek na zaproszenie papieża wziął udział w soborze powszechnym laterańskim IV (1215). Spotkał się na nim ze św. Dominikiem. Odtąd złączyła obu Świętych wielka, dozgonna przyjaźń. W roku 1217 Franciszek zwołał do Asyżu drugą kapitułę generalną. Podjęto na niej decyzję wysłania braci do Tunisu i do Syrii. Trzecia kapituła, zwołana w roku 1219, była tak liczna, że od setek namiotów nazwano ją „kapitułą namiotów”. Na tej kapitule wysłano braci do Niemiec, do Anglii i do Francji. Sam Franciszek po skończonej kapitule udał się wraz z krzyżowcami do Egiptu i stanął przed sułtanem Melek–el–Kamelem. Nie nawrócił wprawdzie sułtana, ale otrzymał od niego glejt, zezwalający Franciszkowi na swobodne poruszanie się po Ziemi Świętej. Nie zabawił tu wszakże długo. Skoro bowiem dowiedział, że ma zebrać się kapituła generalna w Asyżu bez jego wiedzy, aby zmienić jego regułę, natychmiast powrócił. Na tejże kapitule zrzekł się przełożeństwa i na swojego następcę wyznaczył Piotra z Katanii. Sam zaś udał się do Rzymu, by uzyskać zatwierdzenie swojej reguły. W tym czasie w Maroku poniosło śmierć męczeńską z rąk mahometan 5 braci–misjonarzy. Pierwsze to męczeńskie kwiaty zakonu (1220). Ciała ich przewieziono do Portugalii. W manifestacji uczestniczył młody kapłan z zakonu kanoników regularnych. Był nim św. Antoni, który niebawem wstąpił do Franciszkanów. Po śmierci brata Piotra z Katanii Franciszek mianował przełożonym generalnym I Zakonu brata Eliasza (1221–1227). Sam zaś wolny czas poświęcał sprawom organizacyjnym zakonu i modlitwie. Na kapitułę generalną w roku 1221 przybyło już ok. 5000 braci. W roku 1223 papież Honoriusz III zatwierdził regułę św. Franciszka.

Św. Franciszek chciał jednak, aby z dobrodziejstw życia zakonnego mogli korzystać dla swojej duszy także ludzie żyjący w świecie. Założył więc w roku 1221 III Zakon dla ludzi świeckich, żyjących w rodzinach, praktykujących śluby zakonne w ramach swojego stanu.

W roku 1223 w czasie jednej ze swoich misyjnych wędrówek znalazł się św. Franciszek w miasteczku Greccio. Właśnie przypadały święta Bożego Narodzenia. Franciszek wpadł na pomysł pierwszego w historii Kościoła zainscenizowanego żłóbka i kolędnicy. Do stajenki, w której pewien gospodarz miał osiołka i wołu, zaniósł niemowlę gospodarza i położył je w żłobie. Odczytał braciom tekst z Ewangelii o narodzeniu Pana Jezusa, wśród łez wygłosił homilię o tej tajemnicy, a na zakończenie odśpiewano hymn kościelny na Boże Narodzenie. Tak to powstały „żłóbki” i „jasełka”.

Zbyt surowy jednak tryb życia musiał odbić się na zdrowiu św. Franciszka. W ostatnich dwóch latach zaczęły go dręczyć coraz dotkliwiej cierpienia fizyczne. W lecie 1224 roku udał się na Górę Alwernię, gdzie spędził 40–dniowy post ku czci św. Michała Archanioła. Zwyczaj ten zachowywał od wielu lat i zalecał go swoim duchowym synom. I właśnie podczas tego postu dnia 14 września, w uroczystość Podwyższenia Krzyża świętego, ukazał mu się Chrystus w postaci serafina na krzyżu i odbił na ciele Franciszka swoje najświętsze rany. Jest to pierwszy wypadek w dziejach Kościoła stwierdzonych historycznie stygmatów. Św. Franciszek otrzymał je na dłoniach i na stopach z wyraźnymi śladami po gwoździach. Krwawiły one i zadawały Świętemu wielki ból. On wszakże czuł się bardzo zawstydzony wskutek tego niezwykłego wyróżnienia. Kościół potwierdził urzędowo ten wypadek przez wyznaczenie święta Stygmatów św. Franciszka na 17 września.

fran

Po otrzymaniu stygmatów Franciszek czuł się tak osłabiony, że musiał zaprzestać swoich pieszych wędrówek apostolskich. Nadto na skutek prawie stałego płaczu oślepł prawie zupełnie. Dlatego utrzymywał kontakt ze współbraćmi jedynie przez dyktowane listy. W tym też czasie podyktował swój czołowy utwór poetycki Pieśń o bracie słońcu (1225). Kiedy stan Świętego był już beznadziejny, dał się wreszcie nakłonić do skorzystania z rad oraz życzeń największego dobroczyńcy zakonu, kardynała Hugolino, i brata Eliasza, by posłuchał papieża i zaczął się leczyć w jego letniej rezydencji w Rieti. Jednak było już za późno. Pragnąc zakończyć życie na ręku braci, udał się w drogę ostatnią do Asyżu. Zanim św. Klara przygotowała mu odpowiednie miejsce w altanie ogrodu sióstr przy kościele św. Damiana, zatrzymał Franciszka u siebie biskup Asyżu. Święty jednak błagał, by go przeniesiono do Porcjunkuli. Spełniono jego życzenie, gdzie też 4 października 1226 roku oddał Bogu ducha ze słowami Psalmu 141 na ustach w wieku zaledwie 45 lat. Była sobota, dzień Matki Bożej. Pogrzeb odbył się następnego dnia. Bracia ułożyli ciało Świętego tak, jakby był rozpięty na krzyżu, co na zebranym tłumie uczyniło ogromne wrażenie. Ciało z Porcjunkuli przeniesiono do kościoła Św. Jerzego w uroczystej procesji (3 km). Po czterech latach przeniesiono je w niemniej uroczystej procesji do wystawionej ku jego czci wspaniałej bazyliki. W roku 1228 — a więc w dwa lata po jego śmierci — papież Grzegorz IX, były kardynał Hugolin, dokonał uroczystej kanonizacji Franciszka w Asyżu, dokąd osobiście przybył. W roku 1442 i w roku 1476 relikwie św. Franciszka dla bezpieczeństwa zamurowano, a z biegiem lat o nich zapomniano. Odkryto je dopiero 12 grudnia w roku 1818. W roku 1981 cały świat katolicki obchodził 800–lecie urodzin św. Franciszka (1181–1981).

W r. 1980 Ojciec święty Jan Paweł II ogłosił św. Franciszka patronem ekologii (ochrony przyrody) ze względu na to, że Święty bardzo kochał przyrodę.

Asyż – oto miejsce, do którego od ośmiu wieków przybywają liczni pielgrzymi, aby rozważać boską legendę Klary, legendę, która wywarła ogromny wpływ na życie Kościoła i na historię duchowości chrześcijańskiej. Trzeba koniecznie w naszej epoce powtórzyć odkrycie św. Klary, gdyż ma ono doniosłe znaczenie dla Kościoła; trzeba koniecznie dokonać odkrycia tego charyzmatu, tego powołania. Konieczne jest ponowne odkrycie boskiej legendy Franciszka i Klary” (przemówienie Jana Pawła II w Asyżu, 12 marca 1982 roku).

Jest naprawdę trudno rozłączyć te dwa imiona: Franciszka i Klary. Te dwa zjawiska: Franciszka i Klary. Te dwie legendy: Franciszka i Klary… Trudno jest rozdzielić imiona Franciszka i Klary. Znajduje się między nimi coś głębokiego, czego nie można zrozumieć, pomijając kryteria duchowości franciszkańskiej, chrześcijańskiej, ewangelicznej, czego nie można ogarnąć w oparciu o kryteria ludzkie. Dwumian: Franciszek – Klara jest rzeczywistością, którą pojmuje się jedynie poprzez kategorie chrześcijańskie, duchowe, niebieski; jednakże należy on do rzeczywistości tej ziemi, tego miasta, tego Kościoła. Wszystko zaczęło się tu w Asyżu” (tamże).

klarar

Klara, córka szlachcica Favarone d’Offreduccio i Ortolany, urodziła się w Asyżu w 1193 r. (według innych w 1194). W wieku 18 lat pociągnięta ideałami ubóstwa, pokory oraz umiłowania Ukrzyżowanego Chrystusa, którymi żył i głosił Franciszek Bernardone, w nocy niedzieli Palmowej 1211 r. uciekła z pałacu swoich rodziców i udała się do Porcjunkuli, gdzie czekał na nią Franciszek ze swoimi braćmi. Tu z rąk Biedaczyny otrzymała zgrzebny habit i welon zakonny, ale wcześnie ściął jej piękne i bujne włosy. Przy ołtarzu Matki Bożej Anielskiej poświęciła się Bogu przyrzekając pozostać na zawsze ubogą, posłuszną i dziecinną za przykładem Jezusa Chrystusa. Tej nocy powstał drugi zakon franciszkański znany dziś w świecie pod nazwą: siostry klaryski.

Franciszek rzeczywiście odegrał w życiu Klary wspaniałą rolę przez wskazanie drogi do Chrystusa, którego już przedtem wybrała za wzór i cel swoich wszystkich dążeń. Gdy w 1211 r. wyszła ukradkiem z domu i udała się do Franciszka nie spodziewała się, że skutki tego czynu przekroczą granice Asyżu, a później Italii. Wiedziała jedno: do najważniejszego dzieła w historii ludzkości – do zbawienia – kobieta jest tak samo powołana jak i mężczyzna. I w równej z nim mierze odpowiada przed Bogiem i bliźnimi za los i wartość tego dzieła w sobie i w całym świecie.

Po krótkim pobycie u ss. Benedyktynek k. Asyżu (Bastia i Subasio) Franciszek przyprowadził ją do klasztoru przy kościele św. Damiana. Od roku 1211 do śmierci w 1253 roku Klara walczyła o zachowanie tożsamości zakonu, do którego przylgnęła nazwa: „Ubogie panie”. Walczyła o pełną treść tego tytułu tłumacząc papieżom Grzegorzowi IX i Innocentemu IV, że w proteście ubóstwem przeciwko szerzącemu się kultowi pieniądza i bogactw kobiety potrafią przynajmniej dorównać mężczyzną. Została zrozumiana przez ówczesny świat niewieści. Do klasztoru przy kościółku św. Damiana zaczęły się zgłaszać postulantki z różnych klas społecznych. Pierwszymi były: jej rodzona siostra Katarzyna, która przybrała imię Agnieszka, późniejsza przełożona klasztoru w Monticelii, a po śmierci została kanonizowana; jej własna matka po owdowieniu, Mortulana z najmłodszą córką Beatrycze. Idea takiego włączania się w życie Kościoła trafiła w Europie na dobry grunt. Takim były Czechy ze św. Agnieszką z Pragi i Polska, gdzie w drugiej połowie XIII wieku widzimy wśród klarysek św. Kingę, bł. Salomeę i bł. Jolantę – wszystkie z książęcego rodu.

W postawie Klary nie było ani pogardy, ani naiwnego uwielbienia tego świata, który według niej składał się z jej braci i sióstr w człowieczeństwie. Giotto namalował ją pochyloną nad martwym ciałem św. Franciszka, od którego wiele się nauczyła – przede wszystkim szacunku dla dzieła Bożego, jakim jest cały kosmos i w nim człowiek. Była pojętą uczennicą i doskonałą mistrzynią kobiecości dbałej o swoje prawa; broniącej własnej godności w granicach uznawanych nie kaprysami ludzi, lecz wolą Bożą. Przez całe życie okazywała się mężną niewiastą, małą, wyrozumiałą, delikatną, ale zawsze zdecydowaną. Chętnie nazywała się roślinką św. Franciszka.

chiara

Gdy Franciszek, obdarzony stygmatami, zapadał na zdrowiu, Klara przyjęła go u św. Damiana i gościła w celi zbudowanej dlań w ogrodzie. Krótko przed śmiercią Biedaczyna przekazał jej, ostatnią swoją wolę, a po jego zgonie bracia przynieśli jego ciało do św. Damiana i Święta po raz ostatni kompletowała jego stygmaty.

W klasztorze św. Damiana Klara przeżyła 42 lata, w tym aż 28 w chorobie i cierpieniu. Do samej śmierci pełniła posługę przełożonej. Śmiertelnie chorą odwiedził papież Innocenty IV. 2 dni przed śmiercią Klary tenże papież zatwierdza regułę napisaną przez nią na wzór reguły św. Franciszka, a nie św. Benedykta. Zmarła 11 sierpnia 1253 roku. Kanonizował ją papież Aleksander IV 15 sierpnia 1255 r. w Anagni.

W bulli kanonizacyjnej papież nawiązując do śmierci Klary (znaczy jasna, promienna) pisze: „Klara przed swym nawróceniem jasna, w nawróceniu jeszcze jaśniejsza, w życiu zamkniętym przejasna, najjaśniejsza po dokonaniu doczesnego życia! Zajaśniała bowiem w świecie, rozbłysła w zakonie, w domu jaśniała jak promyk, w klasztorze rozbłysła jak światło błyskawicy. Zajaśniała w życiu, promienieje po śmierci, zajaśniała na ziemi, sieje blaski w niebie! W prawdzie światło to pozostawało zamknięte wewnątrz murów klasztornych, ale wysyłało na zewnątrz swe jasne promienie, skupiało się w ciasnym klasztorze, a równocześnie rozsiewało się po szerokim świecie, trzymało się wnętrza a wypływało na zewnątrz. Klara żyła bowiem w ukryciu, ale życie jej stawało się jawne, Klara milczała, ale jej fama była głośna, Klara kryła się w celi, ale znaną była po miastach”.

Ciało jej złożono w kościele św. Jerzego, a po wybudowaniu bazyliki ku jej czci umieszczono w niej w 1260 r., gdzie spoczywa po dzień dzisiejszy.

Ikonografia najczęściej przedstawia św. Klarę w monstrancją w ręku. Podczas najazdu Saracenów na Asyż (1240 i 1241) Święta spowodowała swym nabożeństwem do Najświętszego Sakramentu odstąpienie ich od obleganego miasta.

Klara pozostawiła kilka pism: 1. Reguła, którą zatwierdził 9 sierpnia 1253 r. papież Innocenty IV, 2. Testament i błogosławieństwo, 3. 4 listy do św. Agnieszki z Pragi, Św. Agnieszka (kanonizował ją papież Jan Paweł II dnia 12 listopada 1989 r.) była córką Ottona I, króla Czech, i Konstancji Węgierskiej, krewnej św. Elżbiety. Wychowywała się klasztorze cystersek w Trzebnicy, a potem w klasztorze w Doxan (Czech). Ufundowała szpital dla ubogich oraz dwa klasztory: franciszkanów i klarysek w Pradze. Welon klaryski przyjęła w 1234 r. a nieco później została ksienią swojego klasztoru, 4. List do s. Ermenetrudy z Bruges.

relikwie

Życiorys, czyli „Legenda o św. Klarze” napisał br. Tomasz z Celano.

W 1953 r. papież Pius XII ustanowił św. Klarę patronką radia i telewizji. Bowiem nie mogąc z powodu choroby uczestniczyć w noc Bożego Narodzenia 1252 r. w bazylice św. Franciszka na nabożeństwie, z Bożej łaski na odległość doskonale widziała jakby na ekranie i słyszała wszystko jakby była obecna na uroczystości w dolnej bazylice grobu Biedaczyny.

27 października 1986 r. Jan Paweł II podczas niezapomnianego spotkania modlitewnego przedstawicieli wielkich religii świata powiedział: „To jest trwała lekcja Asyżu: to jest lekcja św. Franciszka, który w cielił w życie ujmujący nas ideał; to jest lekcja św. Klary, która byłą jego pierwszą naśladowczynią. Jest to ideał złożony z łagodności, pokory, głębokiego poczucia Boga oraz oddania się na służbę wszystkim. Św. Franciszek był człowiekiem pokoju, św. Klara była w najwyższym stopniu kobietą modlitwy. Jej więź w modlitwie podtrzymywała Franciszka i jego towarzyszy, podobnie jak podtrzymuje nas dziś. Franciszek i Klara dają przykład życia w pokoju z Bogiem, z samym sobą, ze wszystkimi mężczyznami i kobietami na tym świecie. Niech ten święty mąż i ta święta kobieta będą natchnieniem dla wszystkich ludzi dzisiaj, by mieli tę samą siłę charakteru i miłości Boga i bliźniego, by kroczyć nadal drogą, którą musimy iść razem.

Poruszeni przykładem św. Franciszka i św. Klary – prawdziwych uczniów Chrystusa i przekonani przykładem tego dnia, który przeżyliśmy razem, zobowiązujemy się do dokonania rachunku sumienia, do wierniejszego słuchania ich głosu, do czyszczenia naszego ducha z uprzedzeń, gniewu, wrogości, zazdrości i zawiści. Będziemy się starali czynić pokój w myśli i w działaniu, mając umysł i serce zwrócone ku jedności ludzkiej rodziny”.

Filippo Latino – br. Bernard z Corleone (*06.02.1605 Corleone – +12.01.1667 Palermo)

Corleone pod dominacją hiszpańską: miasto niespokojne, harde, nie podporządkowujące się dominacji obcych i degradowaniu miasteczka do podrzędnej roli, dumne – jak to na Sycylii; silne poczucie jedności wspólnoty lokalnej; miasto otrzymało miano „animosa civitas”, z powodu wielu rebelii przeciw koronie i zarządcom królewskim – stąd wielu mieszkańców świetnie władało bronią (w średniowieczu, XVI i XVII w.); herb: lew trzymający i rozdzierający serce; pod panowaniem hiszpańskim w mieście przebywał garnizon żołnierzy hiszpańskich (panoszący sie i okradający ludność; gwałty; użycie siły wobec rolników) wraz z regionalnym komendantem wojskowym; miasto nawiedzone przez zarazę, która je spustoszyła (1575-1577) oraz przez klęskę głodu (susza, 1592); 03 czerwca 1625 r. sprzedane kupcom genueńskim przez koronę hiszpańską, walczącą w wojnie trzydziestoletniej przeciw Holandii, jednak mieszkańcy wykupują się za ogromną sumę 15200 uncji (1 uncja = 30 g) srebra okupu. Miasto ponownie zostaje wystawione na sprzedaż w 1649 r., gdyż Hiszpania potrzebuje pieniędzy na rozbudowę i utrzymanie floty. Kupił je wtedy Giuseppe Sgarlata (16400 uncji), prawnik korleoński, a miasto ponownie wykupiło się za sumę 820 uncji (5% wartości).

Filippo Latino (1605-1667) : chłopak silnie zbudowany, o „szorstkim zarysie” (topornym) i mocnych, dużych dłoniach; dom rodzinny – nazywany przez współobywateli „domem świętych”; ojciec, Leonard, był szewcem oraz rzemieślnikiem wykonującym wyroby ze skóry, człowiekiem wielkiego serca, pomagającym ubogim (przyjmował ich w domu, pozwalał się umyć, dawał im ubranie i jedzenie), gościnnym; brat Julian był kapłanem diecezjalnym, zmarłym w opinii świętości; brat Łukasz – przykładny obywatel; siostra Dominika – uważana przez ludzi za „służebnicę Bożą”; Filip wzrastał w atmosferze religijnej, wiary i miłości, gdzie słowa zgadzały się (współgrały) z czynami; był młodzieńcem prostolinijnym, bez fałszu; w zimie chodził po mieście prosić o jałmużnę dla ubogich, nie wstydząc się tego; gdy przejął opiekę nad warsztatem traktował dobrze pracowników (skoro miał pracowników oznacza to, że wiodło mu się dobrze); w warsztacie miał powieszony sznur franciszkański i gdy go pytano, kiedy się ożeni, pokazywał na niego mówiąc, że jego małżonką są węzły franciszkańskie; świetnie władał szpadą i nie wahał się jej użyć w obronie ubogich; był sprawiedliwy; charakter choleryka, zapalny, odważny, szybko wybuchał (zapalał się jak zapałka), jeśli tylko był prowokowany.

Pojedynek z Vito Canino: młody Filip przez pewien czas miał kilka kontrowersji z innym mieszkańcem Corleone, pewnym „Vinuiacitu” (z tego określenia możemy się domyśleć, że był to człowiek bardzo sobie ceniący wino), które zakończyły się zranieniem dwóch palców tegoż ostatniego w pojedynku; to upokorzenie „Vinuiacitu” chciał sobie wynagrodzić poprzez zemstę: wynajął zabójcę Vito Canino, który podawał się za „komisarza” oficjalnie przybyłego z Palermo po to, by pozbawić młodego, 19-letniego Filipa sławy „pierwszej szpady Sycylii” (jak go potocznie tytułowano); w rzeczywistości miał on zabić młodego szewca; Canino wyzwał Filipa do walki na szpady, lecz ten nie chciał z nim walczyć; prowokacje się powtarzały, lecz bez rezultatu; Canino zaczął więc obrażać słowami szewca, znając jego wybuchowy charakter; ostatecznie Filip nie wytrzymał i ruszył z pięściami na przeciwnika, lecz widząc, iż ten chce zadać mu ciosy szpadą w głowę, został zmuszony do wzięcia broni; walka potoczyła się szybko i przewagę uzyskał Filip; uderzył przeciwnika w ramię i okaleczył go na zawsze, pozbawiając go władzy w ręce; mimo że była to dozwolona obrona, Filip poczuł wyrzuty sumienia i żal, prosił rannego o przebaczenie i od tego momentu do końca życia pomagał mu ekonomicznie, nawet już jako kapucyn; obaj stali się serdecznymi przyjaciółmi.

Kryzys egzystencjalny: zranienie zabójcy spowodowało wielki kryzys egzystencjalny w życiu Filipa; po pojedynku udał się do kościoła i rozmyślał o walce, o swym życiu i jego sensie; czuł wielka skruchą za uczynioną krzywdę; wtedy też podjął decyzję o wstąpieniu do Zakonu Kapucynów, która jednak dojrzewała jeszcze kilka lat i nie była to decyzja błyskawiczna; do Kapucynów wstąpił mając 27 lat ze świadomością podjęcia rygorystycznego, ascetycznego życia i pokuty za swe złe czyny (był to świadomy wybór); przed udaniem się do nowicjatu w Caltanisetta poprosił o pozwolenie swe rodzeństwo oraz o błogosławieństwo rodziców.

Życie w zakonie:

+ 13 grudnia 1631 r. – otrzymuje habit kapucyński oraz nowe imię, które są symbolem rozpoczęcia nowego życia, niejako nowego narodzenia;

+ jego postawa i czyny były spójne z tym, co wyznawał i co mówił (szczerość, prostolinijność, niewinność, zgodność życia z wiarą); pragnął prowadzić „życie chrześcijańskie” jako „dobry Kapucyn”; mawiał o sobie, że jest „osłem Zakonu i wspólnoty braci”; chętnie podejmował najbardziej pokorne posługi – mył naczynia, służył do Mszy św.; chciał włączyć wszystkich w wędrówkę ku świętości poprzez miłość Boga i pokutę;

+ powiedzenia, które powtarzał braciom: „starajmy się o nasze zbawienie i by kochać Boga, bo po to przyszliśmy do Zakonu”; „wszyscy musimy się zbawić”; „czyńmy dzieła pokuty, jeśli chcemy się zbawić”; zawsze napominał braci, aby kochali Boga i czynili pokutę za swe grzechy; „módlmy się do Najświętszej Panienki, która zawsze przybiega nam na pomoc w potrzebie”

+ modlitwa: kto go widział poznawał, że jest człowiekiem konwersującym z Bogiem, jak z przyjacielem; wyciszony; przed modlitwą zakładał często kaptur na głowę, kryjąc w nim głęboko twarz, co pomagało mu w skupieniu; do Boga zanosił myśli, pragnienia, słowa i uczucia, dzielił się tym z Nim; modlił się w każdej chwili dnia, poprzez to, co robił (odnosił wszystko do Boga), nieustannie; ilekroć zakonnik dochodzi do zjednoczenia się ze Stwórcą, jakiekolwiek (wszystkie) miejsca na świecie stają się dla niego kościołami i oratoriami; wydawał się pełen światła, oświecony przez Boga oraz przepełniony ogniem, żarem gorliwości; większość wolnego od pracy czasu poświęcał na modlitwę, także nocą; czuł pociąg do życia pustelniczego i dlatego często udawał się do lasu, przed kapliczkę Matki Bożej, aby tam modlić się w samotności i ukryciu; także w klasztorze znajdował ciche, ukryte miejsca, gdzie mógł się modlić w samotności (np. pokoik obok kuchni, w której pracował); modlitwa pozwalała mu tak poznać Boga, że mimo iż nie umiał nawet czytać potrafił mówić bardzo pięknie i wzniośle o Najświętszej Trójcy; również dialog z ludźmi był efektem głębokiej modlitwy: „nie było osoby, która udałaby się do niego aby porozmawiać i nie zostałaby pocieszona na duchu, przemieniona w postępowaniu, zachęcona do spowiedzi i do zmiany życia (…) przychodziły do niego nie tylko osoby świeckie, ale również kapłani, aby posłuchać jak mówi o Bogu i wyciągnąć z tych słów owoc dla siebie”;

+ ulubione elementy duchowości: rozważanie Wcielenia Syna Bożego (Jezus Dzieciątko) – napełniało go czułością; pobożność maryjna – traktował Maryję jako ukochaną mateczkę, modlitwa do niej wprowadzała go w wielką radość (zachowywał się jak dziecko, strzelając ustami – naśladując sztuczne ognie, jak w uroczystość – na słowa „Sancta Maria”), miał też w celi zakonnej ołtarzyk dla Maryi, który przyozdabiał kwiatami, bracia widywali go niemal nieustannie z różańcem w ręku; Eucharystia – codziennie ją przyjmował i był to moment, w którym czuł się całkowicie zjednoczony z Bogiem; w Wielki Piątek żałował, że nie może przyjąć sakramentu: „o biedna duszo, tego ranka pozostaniesz w poście od chleba aniołów”; dbał o czystość ołtarza i wszystkiego, co łączyło się z Eucharystią; czuł ogromny szacunek dla kapłanów; porwany przez medytację przed Jezusem a Najświętszym Sakramencie zapominał o czasie; po modlitwie o północy pozostawał przed Najświętszym Sakramentem aż do przyjścia innych braci („dotrzymywał towarzystwa Jezusowi”), gdyż uważał, że „nie było dobrym pozostawianie Najświętszego sakramentu samego”; gorące nabożeństwo do krzyża i Męki Pańskiej – temu, kto napominał go, by nauczył się czytać, odpowiadał: „rany Chrystusa, naszego Pana, właśnie je mamy studiować (mamy się ich uczyć)”; kochał te kościoły, w których znajdował się piękny krzyż; powtarzał braciom: „jeśli macie w klasztorze jakiś piękny i otoczony pobożnością krzyż, nie musicie niczego więcej pragnąć”; modlił się Oficjum do pięciu ran Chrystusowych, napisanym przez św. Bonawenturę i modlitwę te polecał wielu braciom; adorując krzyż br. Bernard wpadał często w ekstazę; mawiał: „męka Pańska jest bezdennym morzem, ponieważ zawiera w sobie (obejmuje) wielką liczbę tajemnic, które poruszają duszę do miłości ku Bogu”

+ życie pokutne: miłosierny wobec każdego (przemieniony przez modlitwę); życie osobiste bardzo surowe; nawet bracia powtarzali, że brat Bernard „był bardziej do podziwiania, niż do naśladowania”; środki pokuty dla nas co najmniej dalekie i dziwne: biczowanie się, wyrzeczenia, post, różne pokuty cielesne – służyły mu do tego, by duch zapanował nad ciałem; mawiał: „pozostawcie mi czynienie pokuty, wy bądźcie radośni”; mimo wielu kar, które sobie nakładał jako zadośćuczynienie za grzechy i przesadną w jego mniemaniu miłość własną, zawsze pozostawał pełen pokoju i radości; kochał ubóstwo przez wzgląd na miłość Chrystusa, nazywając je „moja małżonka i moja matka”; znosił pokornie braki materialne i niewygody; gwardian twierdził, iż spośród setki braci w klasztorze był on najbardziej posłusznym;

+ życie dla ludzi – apostolat: miłość do ludzi na zewnątrz rodziła się wpierw w klasztorze; uważał siebie za sługę i pomagał wszystkim, zwłaszcza braciom, którzy mieli do wykonania najbardziej pokorne posługi, jak mycie naczyń, sprzątanie, zamiatanie, itp.; nigdy nie mówił źle o drugim, nie narzekał, nie okazywał gniewu czy złości; kiedy mógł, niósł pociechę chorym osobom świeckim, które przychodziły do niego lub które spotykał chodząc po mieście; pocieszał smutnych i stroskanych, ludzi z trudnościami, okazując wielką cierpliwość; chodził po ulicach miasta z naczyniem z zupą, którą zanosił ubogim; modlił się za miasto, w którym przebywał oraz w intencjach ludzi i jego modlitwy były wysłuchiwane przez Pana; modlił się o nawrócenie grzeszników.

Umarł z takimi słowami na ustach: „raj, raj, zobaczymy się w raju!”.

opr. br. Robert Rabka

św. Małgorzata z KortonyMałgorzata z Kortony (1247 Laviano – 1297 Kortona)

Rodzina: Małgorzata przyszła na świat w małej umbryjskiej wiosce Laviano w pobliżu Valdichiana. Została ochrzczona w kościele parafialnym w Pieve di Pozzuolo. Niewiele wiemy o jej rodzinie. Ojciec, Tancredi z Acquaviva, był rolnikiem uprawiającym wydzierżawione pola. Jej matka, kobieta bardzo pobożna, umiera gdy Małgorzata ma zaledwie siedem lat. Brak matki dziewczyna przeżywa bardzo głęboko. Po śmierci matki ojciec poślubia inną kobietę (2 lata po śmierci), która nigdy nie potrafiła zrozumieć Małgorzaty i okazuje się bardzo surowa wobec dziewczyny. Była też zazdrosna o piękność młodej pasierbicy. Nierozumiana przez rodziców, czuła się niekochana i bardzo szybko zaczęła szukać zaspokojenia swego serca poza domem rodzinnym. Wiemy, że miała jednego brata, Bartolo, który ją przeżył i – jak sam wspominał – dzięki wstawiennictwu zmarłej świętej siostry został uratowany od utonięcia.

–  Pokusa i grzech: Małgorzata była niezwykle piękną dziewczyną. W wieku około 17 lat wpada w oko młodemu arystokracie z Montepulciano, właścicielowi pobliskiego zamku na wzgórzach koło Petrignano, który otacza ją uwagą i ciepłem. Dziewczyna zakochuje się w nim bez reszty, mimo iż zdaje sobie sprawę, że szlachcic nie może popełnić mezaliansu. Żyje jednak iluzją, że stanie się inaczej. Młody Arseniusz staje się dla niej cała rodziną, miłością, której tak jej brak. Ucieka wraz z nim z domu rodzinnego, aby zamieszkać na zamku. Podczas ucieczki łódka, którą płynie, przewraca się i Małgorzata tonie w błocie, jednak przyjacielskie ramiona wyciągają ja z niebezpieczeństwa. Dużo później usłyszy w sercu głos Jezusa: „Tamtej nocy twój nieprzyjaciel chciał spowodować twą śmierć, ale Ja przypomniałem sobie, że jestem dla ciebie miłosiernym Ojcem, obroniłem cię i uwolniłem od niebezpieczeństwa”. Małgorzata żyje w grzechu z młodzieńcem pod jednym dachem, w luksusie, nie zapomina jednak o pomocy dla ubogich. Spotykający ją wieśniacy napominają rodaczkę: „Próżna Małgorzato, gdzie i jak ty skończysz?”, niektórzy jej unikają, co dziewczyna wewnętrznie silnie przeżywa. Także rodzina młodzieńca potępia ich związek, jest on dla niej wstydem, jednak nic nie mogą zmienić wobec zdecydowanej postawy Arseniusza. Jest to pierwszy krzyż dziewczyny. Małgorzata daje wyraz swej udręce w cichych modlitwach i łzach w ukryciu. Mimo jednak przeciwności ze strony rodziny oraz współmieszkańców życie dwojga młodych ludzi przebiega raczej pogodnie. Małgorzata rodzi syna, którego oboje otaczają gorącą miłością. Arseniusz spędza wolny czas na polowaniach.

Przełom: Pewnego dnia Arseniusz długo nie wraca do domu z polowania. Małgorzata zaczyna się niepokoić. Nagle na podwórze zamku wpada pies myśliwski młodzieńca, dziwnie ujadając. Małgorzata podąża za zwierzęciem do lasu i pod wielkim dębem znajduje zwłoki swego ukochanego, przykryte połamanymi gałęziami. Młodzieniec został zamordowany przez nieznanych sprawców, prawdopodobnie przez rabusiów. W tym momencie cały dotychczasowy świat Małgorzaty runął bezpowrotnie. Dziewczyna płacze z rozpaczy i żalu nad zabitym. Przeżywa szok patrząc na ukochane ciało. To już drugi krzyż. Na zamku nie ma więcej miejsca dla niej i jej dziecka – musi go opuścić. Zwraca całą biżuterię rodzinie kochanka. Upokorzona Małgorzata udaje się wraz z synkiem do swego domu rodzinnego, z którego 9 lat wcześniej uciekła, zatrzymuje się przy drzewie figowym, nie śmiąc przestąpić progu domu. Ojciec wychodzi do niej, stoi w milczeniu, waha się, niemal gotowy przyjąć ją na powrót, gdy z wewnątrz domu dobiega go głos żony: „Jeśli ona wróci, to ja odchodzę”. Zostaje więc wypędzona z domu rodzicielskiego. Krzyż trzeci. Pod tym drzewem figowym umiera Małgorzata z Laviano, rodzi się Małgorzata z Kortony. Tak napisano w legendzie (Legenda de vita et miraculis Santae Margaritae de Cortona, napisana przez br. Giunta Bevegnati w 1308 r.): „Pamiętaj, że przez podżeganie twej macochy ojciec wypędził cię z domu bez żadnego ojcowskiego miłosierdzia. A wtedy ty, podczas gdy nie wiedziałaś co dalej czynić, pozbawiona jakiejkolwiek rady czy pomocy, siedziałaś i płakałaś pod tym figowcem, który wciąż rośnie w ogrodzie, i wyznając swe żałosne położenie ciała i duszy wybrałaś mnie na swego mistrza, ojca, męża i Pana”.

Po latach Pan Bóg w cudowny sposób tłumaczył te wszystkie wypadki, odnosząc się do jej pierwszej ucieczki z domu: „Bowiem ów stary wąż, widząc, że zostałaś wypędzona przez ojca, na hańbę i twój upadek, biorąc oczywiście za podstawę cielesną piękność twojej młodości, zuchwale nakłaniał twoje serce: wmawiał ci, że jako odrzucona możesz grzeszyć bez winy i czy pozostaniesz, czy też pójdziesz gdziekolwiek, to i tak z powodu piękności ciała również przez wielkich i zmysłowych panów tego świata będziesz kochana”.

Kortona: Biedna Małgorzata przechodzi obok wiejskiego kościółka i nie śmie do niego wejść. Zatrzymuje się na zewnątrz i w usilnej modlitwie daje upust swej rozpaczy. Słyszy w sercu wezwanie, aby udać się do Kortony. Wyrusza tam niezwłocznie. Weszła do niego przez boczną bramę, nadal nie wiedząc, gdzie się ma podziać. Zmęczone i zgłodniałe dziecko zaczęło płakać. Przypadkowo spotykają ją dwie siostry, szlachcianki, Marinaria i Raniera Moscari. Przygarnęły ją oraz dziecko do swego domu i nakarmiły. U tych dobrych kobiet wygnanka znalazła schronienie. W Małgorzacie narasta pragnienie nawrócenia, wyspowiadania się z grzechów i rozpoczęcia nowego życia. Udaje się do franciszkanów przebywających w Kortonie, znajduje wśród nich kierownika duchowego i spowiednika, br. Giuntę, przez długi czas dokładnie przygotowuje się do spowiedzi generalnej, oblewając łzami swe grzechy. Rozpoczyna surowe życie pokuty. Wyeliminowała z pożywienia posiłki gotowane oraz wszystko to, co wcześniej lubiła, jak np. figi. Ojciec duchowy powstrzymuje ją przed przesadnym postem. Małgorzata walczy też z diabelską pokusą zniechęcenia i rozpaczy – szatan bowiem próbuje ją zniechęcić, by utraciła wszelką nadzieję, podpowiadając: „Cóż czynisz nieszczęsna, już z powodu twoich grzechów jesteś przeklęta i potępiona, po co ci te pokuty, ratuj chociaż swe ciało, skoro dusza i tak już jest zgubiona na zawsze”. Jest to krzyż czwarty. Małgorzata, mimo że nękana takimi myślami, jednak się nie poddaje. Słucha rad spowiednika i stopniowo oczyszcza swą duszę z niepokoju. Czuje wewnętrzny pokój. Poznaje charyzmat trzeciego zakonu św. Franciszka, poznaje coraz lepiej jego naśladowców, aż w końca i ona prosi o habit tercjarski, który po wielu błaganiach otrzymuje od braci. Przenosi sie do małej celi w pobliżu klasztoru braci, chcąc oddalić się w ten sposób od świata, a kościół zbudowany przez br. Eliasza staje się odtąd jej ulubionym miejscem modlitwy. W jednej z wizji, jakie otrzymuje, Jezus osobiście zapewnia ją o przebaczeniu wszystkich grzechów dzięki wstawiennictwu św. Franciszka: „Ty, Małgorzato, jesteś trzecią świetlaną pochodnią zakonu mojego sługi Franciszka” (po Franciszku i Klarze).

Bliżej Boga: Małgorzata często rozmyśla nad męką Chrystusa, zwłaszcza przed krzyżem w bazylice, który przyciąga jej uwagę i wzrok. Patrząc na cierpiącą twarz Ukrzyżowanego, na Jego rany, wspomina swe uczynki i grzechy innych, które przyczyniły się do zabicia Zbawiciela, i je opłakuje. W sercu słyszy często głos Jezusa, który zwraca się do niej: „Czego szukasz, biedaczyno?” Odpowiada na niego: „Panie, nie szukam i nie chcę niczego innego, niż Ciebie”. Rozpoczyna się jej wewnętrzny dialog miłości z Jezusem, który staje się dla niej najukochańszą osobą. Pewnego dnia coś się zmienia – słyszy wewnętrzny głos Jezusa, który nie nazywa ją już „biedaczyną” jak dotychczas, ale „córką”; dało jej to ogromną radość serca: „Któregoś dnia Małgorzata poczuła się wezwana przez Chrystusa, który jej powiedział: Ty jesteś moją siostrą i moją córką, ukochaną bardziej niż wszystkie kobiety żyjące na ziemi, bądź mężna i pociesz się: jeśli wzrosną twoje cierpienia, tym większa będzie moja łaska i błogosławieństwo nad tobą”. Małgorzata przeżywa często momenty ekstazy. Te chwile są jej piątym krzyżem. W Wielkim Tygodniu jakby na nowo przeżywa z Jezusem Jego mękę: zwijała się z bólu, skóra zmieniała kolor na popielaty z cierpienia, puls się zmniejszał, a jej ciało stawało się zimne niczym u zmarłego; w Wielki Piątek pozostaje niczym martwa, nie mogąc nawet się ruszyć; następnego zaś dnia, niby nic, niczym druga Maria Magdalena, biegnie przez miasto pytając, gdzie pochowano jej Pana. Na jej ciele podczas ekstazy występowały chwilowo znaki męki Chrystusa. Ale największe przeżycia dokonują się podczas spotkania z Panem w Eucharystii. Bracia, aby uniknąć gapiów, przynoszą Małgorzacie komunię św. na osobności, prywatnie. Od 1288 r. Małgorzata miała pozwolenie na przyjmowanie komunii codziennie, co w tamtych czasach należało do rzadkości. Małgorzata potrafiła śledzić Mszę św. nawet na odległość, jak np. wtedy, gdy ujrzała w wizji białą hostię wznoszącą się ku niebu, trzymaną przez dwie dłonie czarne niczym smoła, należące do niegodnego, grzesznego kapłana. Całe jej życie staje się ciągłą modlitwą. Modli się za Kościół, za grzeszników, za pokój mieszkańców Kortony, za chorych, za nieprzyjaciół, za dusze w czyśćcu. Jej ulubioną modlitwą jest „Ojcze nasz”. Legenda mówi: „Małgorzata, która poświęciła swe serce Panu, wstawała wcześnie rano, aby modlić się do Niego, ponieważ nie potrafiła powstrzymać żaru ognia Bożej miłości, który popychał ją do otwarcia się na każdego: a to poprzez intymność boskiej rozmowy, a to poprzez szczodre rozdawanie swej pomocy, innym razem zaś poprzez usilną modlitwę starała się zawsze być pomocną dla każdego”.

Wielki krzyż z bazyliki, który potrafiła kontemplować godzinami, uczy jej miłości w dwóch kierunkach: miłości Boga całą sobą i miłości do braci. Wie, że Jezus manifestuje się w twarzach ludzi, których spotyka na co dzień. Otacza więc gorącą opieką ubogich, przyjmuje ich w swojej małej izdebce, odwiedza ich tam, gdzie się znajdują, przygotowuje dla nich posiłki, asystuje przy porodach, a w domu pewnej dobrodziejki, Diabelli, zakłada szpital dla chorych (pierwszy w Italii dom opieki). Posługuje braciom przez wiele godzin każdego dnia. Rozdaje wszystko, cokolwiek ma, zachowując dla siebie jedno ubranie na zmianę. Służy radą wątpiącym, napomina świeckich, braci, kapłanów, nawet biskupa. Któregoś dnia usłyszała słowa Chrystusa: „Uczyniłem cię drabiną dla grzeszników”. Legenda mówi: „Jak ustanowiłem Najświętszą Marię Pannę, moją Matkę, dla ratunku rodzaju ludzkiego, tak też wybrałem ciebie jako zwierciadło i matkę grzeszników. Łaską uczyniłem cię przepiękną wobec mnie w niebie; i uczynię cię świętą tu na ziemi; nawet więcej, nie mówię, że cię uczynię, bo dzięki miłosierdziu już nią zostałaś ustanowiona. Powiadasz, że jesteś pozbawiona jakiejkolwiek cnoty, a Ja ci mówię, że jesteś nią przyozdobiona. Ty deklarujesz się ubożuchną, ponieważ uważasz, że pozostajesz beze mnie; a Ja tymczasem ubogaciłem cię mną, nieskończony skarbie. Uczyniłem cię drabiną dla grzeszników, aby mogli, naśladując przykłady z twego życia, dojść do Mnie”.

A co z jej synem? Został franciszkaninem…

Małgorzata powtarzała: „Zbawić się jest rzeczą prostą – wystarczy kochać”.

opr. br. Robert Rabka