Rivotorto

Z Krakowa wyjechaliśmy nastawieni na nic. Chcieliśmy jedynie poddać się pod Bożą opiekę i tak właśnie trwać. Myślę, że żaden z nas nie był gotowy na dobrodziejstwa i łaskę jaką w tym czasie otrzymaliśmy.

Wcześniej o Rivotorto słyszałam jedynie z opowieści. Kiedyś była to akcja MF Tau, ale z powodu braku zainteresowania, wymarło to po prostu śmiercią naturalną. Przez kilka lat słuch o tym zaginął, aż do 5 lipca 2020 r. W tym dniu nasza czwórka, czyli Pola, Paulina, Agata i Maks w towarzystwie dwóch braci Mateusza i Marka, postanowiliśmy wypłynąć na głębie. Pierwsze, jednak co się słusznie nasuwa to pytanie. Skąd pojawił się pomysł, aby Rivotorto wznowić w naszej wspólnocie? Powód był prosty- była to ciekawość, ale również pragnienie radykalnego pójścia za Chrystusem tak jak św. Franciszek i zaufanie, że Mu naprawdę na nas zależy. Z Krakowa wyjechaliśmy nastawieni na nic. Chcieliśmy jedynie poddać się pod Bożą opiekę i tak właśnie trwać. Myślę, że żaden z nas nie był gotowy na dobrodziejstwa i łaskę jaką w tym czasie otrzymaliśmy. Ale od początku… czym właściwie jest Rivotorto? Rivotorto dla św. Franciszka było miejscem, w którym był wraz ze swoimi braćmi. Była to szopa opuszczona przez wszystkich. Była tak ciasna, że z trudem mogli w niej usiąść lub położyć się. Bardzo często brakowało im tam chleba. Jedli tylko rzepę, którą otrzymywali z konieczności prosząc o jałmużnę. Św. Franciszek musiał wypisywać tam imiona braci na belkach szopy, by ci, którzy chcieliby spać albo modlić się, mogli znaleźć swoje miejsce, bez narażania innych mieszkających w tej ciasnej szopie na hałas i zakłócenia skupienia ducha.

Poruszeni tą historią, wiedzieliśmy że Pan Bóg zaprasza nas do jeszcze większego poznania Jego, oddając mu się całkowicie pod Jego skrzydła. We wcześniejszych latach motywem przewodnim było wędrowanie, co pragnęliśmy podtrzymać, jednak już na samym początku nasze wcześniejsze plany, musieliśmy zmodyfikować przez panujący stan epidemii. Dlatego aby chronić nas i naszych dobrodziejów, przed ewentualnym strachem albo niepewnością, zdecydowaliśmy na jeden stały punkt pobytu. Naszym tegorocznym Rivotorto była Łomnica Zdrój (dla niewiedzących jak my wcześniej Łomnica Zdrój to mała wioska położona niedaleko granicy polsko- słowackiej), która oddawała idealnie klimat odcięcia od cywilizacji. Już w trakcie drogi, poczuliśmy że faktycznie pozostawiliśmy wszystko w naszych domach – telefony i pełne brzuszki. Pomyślałam, że to będzie dla nas czas głodowania fizycznego jak i duchowego. Pierwsze w naszym przypadku okazało się błędem, drugie było prawdą, jakiej potrzebowałam. Co jak co, ale nie mogliśmy narzekać na pusty, bezwartościowy czas i…brak jedzenia. Nasz Ojciec z Nieba, sam kreował plan dnia i udowadniał, że naprawdę nie musimy martwić się o nasze życie, bo dostajemy od niego wszystkiego tyle ile potrzebujemy. Nigdy nie było za mało, ale też nie za dużo. „ Popatrzcie na ptaki na niebie: nie sieją, nie żną, nie gromadzą w magazynach, a wasz Ojciec niebieski je żywi. Czy wy nie więcej znaczycie niż one?.” Tak jak już wspomniałam był to również czas zmagania się z samym sobą oraz nauki o moich własnych słabościach i tego, jak działać z drugim człowiekiem jako moim bratem. Czasem bywało ciężko- nie dostawałam tego co chciałam, co później okazywało się dla mnie lepsze. Prawdą jest, że trudno uwierzyć i zaufać Bogu i oddać stery swojego życia. Słuchając tego wcześniej, było to dla mnie trochę sloganem, który pojawiał się na każdych rekolekcjach. Stając z tym w oko w oko, zrozumiałam jak wielka tajemnica to jest. Mówimy o tym jak bardzo chcemy powierzyć swoje życie Bogu, ale w praktyce kiedy to się dzieje stawiamy początkowy opór, albo jak w moim przypadku, przychodzi niezrozumienie. Niezrozumienie, które uważam jako dobre doświadczenie poznania samej siebie i tego, z czym przychodzę do mojego Ojca. Czym by było Rivotorto bez przygód? Nasza mała wspólnota mogła w tym czasie doświadczyć bliskości poznania stada owiec wraz z ich pasterzem, jazdy na motorze, patrzenia na zachody słońca pośrodku gór czy przeżywaniu Eucharystii wraz z góralską rodziną. Myślę, że jedynie co się nasuwa to wdzięczność Bogu za ten czas. Nigdy nie sądziłam, że przeżyje coś podobnego, a przynajmniej wiem już że nie mogłabym tego czasu wymyślić lepiej. Powierzenie siebie Panu NAPRAWDĘ daje prawdziwą wolność.

To co jedziesz z nami za rok? 😉

Pola Eysymontt, MF Tau Kraków

2021-01-09T11:53:48+01:00