Mam na imię Weronika i w tym roku pojechałam na miesięczny wyjazd misyjny do Albanii. Chciałabym się z Wami podzielić moim doświadczeniem dobra zarówno ze strony ludzi jak i samego Boga.
Zacznijmy od początku – wyjazd misyjny umożliwiła mi posługa w Wolontariacie Misyjnym Salwator, który ma bardzo dużo placówek misyjnych na całym świecie. Dzięki temu wolontariusze mogą pomagać w wielu miejscach na bardzo różne sposoby. Posługa w Albanii polegała na wykonywaniu przeróżnych prac fizycznych w parafiach oraz prowadzeniu kolonii dla dzieci mieszkających w 3 różnych wioskach: Koplik, Dober oraz Lohe. W każdym miejscu spędziliśmy około tygodnia czasu. Organizowaliśmy dzieciakom dni tematyczne – był dzień morski, zwierzęcy, sportowy, indiański itp. Lohe jest jedną z biedniejszych wiosek, gdzie mieszkańcy nie mają bezpośredniego dostępu do wody, dlatego jadąc tam na zajęcia zabieraliśmy lodówki i 5-litrowe pojemniki z wodą, żeby dzieci nie odwodniły się w trakcie zabawy.

Podczas wyjazdu misyjnego, towarzyszyło mi poczucia bycia kochaną nie tylko przez bliskie mi osoby ale również przez samego Boga. Jechałam tam z chęcią podzielenia się czymś z drugim człowiekiem…. w rzeczywistości jednak sama otrzymałam dużo więcej niż podarowałam. Na tym polega wyjątkowe piękno wyjazdów misyjnych. Miesiąc skupienia się na drugim człowieku zaowocował u mnie przewartościowaniem priorytetów życiowych i oczekiwań. Myślę, że nie dokonałoby się to bez ludzi, których spotkałam. Oni, mimo że nie mieli prawie nic albo naprawdę bardzo niewiele, potrafili dawać – nie po to aby cokolwiek od nas zyskać. Ich potrzeba dzielenia się wypływała z serca – było to dla nich tak naturalne jak oddychanie. To oni nauczyli mnie prostoty w relacjach: przyjmowania drugiego człowieka tak po prostu, bez zbędnego zastanawiania się, z szeroko otwartymi ramionami. Jedno zdarzenie szczególnie zapadło mi w pamięci. Pewnego dnia po zajęciach wraz z wolontariuszami i kapłanami poszliśmy w góry. Tam, spotkaliśmy jedną ze naszych podopiecznych, która zaprosiła nas do siebie w drodze powrotnej. Przyjęła nas wraz ze swoim kuzynem tak jak mogła – wyciągnęła wszystko co było zdatne do siedzenia, przyniosła tyle lemoniady ile miała, a na dodatek jeszcze poczęstowała nas tradycyjnymi przysmakami albańskimi. Ta jej prostota była dla mnie czymś niesamowitym. Miałam gdzieś z tylu głowy obraz naszego społeczeństwa, gdzie nie ma mowy o przyjęciu gości bez wcześniejszego posprzątania całego domu, upieczenia ciasta itd. Miałam poczucie, że my dużo bardziej czujemy się skrępowani… zamiast po prostu, tak jak tamci ludzie cieszyć się ze spotkania z drugim człowiekiem.

Misja dla wolontariusza nie kończy się na samym wyjeździe. Wszystko, co zobaczył i czego się nauczył rezonuje w nim i zmusza do myślenia na długo po jej zakończeniu. Zamiana jaką dostrzegam u siebie skupiła się na poszerzeniu horyzontów i restrukturyzacji stereotypów. Mogłam poznać zupełnie nową dla mnie kulturę, tak bardzo odmienną od naszej. Albania jest krajem, w którym dominuje patriarchalne myślenie i wyższość mężczyzn. Szokiem dla mnie była sytuacja w Kopliku – gdzie na ulicach spotkałam mnóstwo mężczyzn pijących kawę i odpoczywających. Gdy spytałam księdza, gdzie w tym czasie są kobiety, odparł, że zgodnie z panującymi tam zwyczajami one po prostu pracują. Innego dnia poruszył mnie obraz kobiety ciężko pracującej w polu i jej męża, który kontrolował czy dobrze wykonuje swoje zadanie.
Przed wyjazdem bliscy zasypywali mnie swoimi radami i cennymi uwagami. Dużo osób starało się również mnie zniechęcić, obawiali się o moje zdrowie i bezpieczeństwo… W końcu zdecydowałam się na posługę w kraju, w którym dominuje Islam. Na miejscu jednak okazało się, że chrześcijanie i muzułmanie żyją ze sobą w zgodzie. Co więcej, pomagają sobie nawzajem i wspierają się w przezwyciężaniu trudów życia codziennego.

Na sam koniec chciałabym przytoczyć cytat, który przyświeca Wolontariatowi Misyjnemu Salwator:
„Dopóki żyje na świecie, choćby jeden tylko człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa, nie wolno ci spocząć”.
Zachęcam do działania z całego serca! Nie bój się działać nawet jeśli wydaje Ci się, że jesteś na to za słaby – to czego będzie Ci potrzeba, zostanie Ci dodane!
Weronika Krężelok, wolontariuszka Wolontariatu Misyjnego Salwator