Adwent powoli zbliża się ku końcowi, co to oznacza? Zaczynamy podsumowywać postanowienia, z jakimi wiązaliśmy ten rok. Można powiedzieć, że każdy z nas miał pewne przypuszczenia i aspiracje, do jakich dążył. Niektórzy pragnęli zrzucenia kilku kilogramów, drudzy z pewnością chcieli zmienić swoje dotychczasowe postępowanie, inni powiedzą, że ten rok właściwie nie różnił się niczym, bo żyjąc w pośpiechu i zabieganiu nie zdołali pomyśleć o tym, co założyli wraz z Nowym Rokiem.
Czy to oznacza, że ten czas i ten Adwent będzie przypominał poprzednie lata? Znowu cele jakie sobie postawimy zostaną jedynie sferze niedostępnych nam marzeń, ulotne? Myślę, że nie. Ostatnia niedziela Gaudete (czyli radujcie się) wlała we mnie coś w rodzaju wielkiej nadziei. Zdałam sobie sprawę, że ten rok wcale nie przypominał zeszłych lat, ani ja nie przypominam siebie taką, jaką byłam. Każdy dzień, tak właściwie, to seria czegoś zupełnie niesamowitego, nowych doświadczeń, ludzi i niespodzianek. A same cele, mimo że czasem wydawałaby by się być nieosiągalne, to w dalszej perspektywie były i są na wyciagnięcie ręki.
Tylko teraz można powiedzieć, że pozostaje jedna kwestia. Postawienie całego życia na szali i pójście w nieznane będzie mnie trochę kosztować. Adwent często kojarzy się z czymś w rodzaju wielkiego wyzwania i wypełnianiu tego, co ja chcę, aby potem być dumnym z siebie i swoich osiągnięć. Tymczasem może to coś o wiele głębszego. Może faktycznie jest to bycie powołanym do robienia rzeczy wielkich, ale już nie samemu, lecz z Chrystusem, który na nowo chce narodzić się na dnie serca mojego i twojego. Co więcej, te wszystkie troski i obawy, które w sobie noszę, przestają mnie ograniczać i zniewalać, bo w tej drodze Adwent uczy mnie czegoś zupełnie innego. Przestaje już patrzeć na siebie, ale na Tego, który przychodząc zbawia i zmienia oblicze całej ludzkości oraz mnie samego. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak z radością oczekiwać nadejścia Tego, który wlewa szczerą i prawdziwą radość i zapewnia nas o tym, że z Nim nie ma już rzeczy niemożliwych, bo pokój Jego jak mówi św. Paweł w liście do Filipian „przewyższa wszelki umysł i strzeże serc i myśli w Chrystusie Jezusie”.