Nasza poznańska wspólnota jest specyficzna. Z różnych względów. Jednym z nich jest średnia wieku. A co się z tym wiąże – dzielenie swojego czasu między naukę a… naukę. Staramy się też znaleźć czas na naukę. Ale ponadto jest jeszcze wspólnota. I perspektywa wiary, której się tu uczymy.
Znowu sesja… Kilka ciężkich tygodni, gdzie co chwilę jakieś kolokwium, zaliczenie czy egzamin. Grafik jest coraz bardziej napięty. Jestem osobą, która wszystkim się przejmuje, dlatego jest to dla mnie zawsze trudny okres. Przeżyć ten czas pomaga mi modlitwa, dzięki niej nauka idzie mi łatwiej i szybciej. Staram się każdy egzamin, nawet najprostszy, oddawać Bogu, przez co podchodzę do nich z większym spokojem. Mogę też liczyć na wsparcie wspólnoty, która zawsze jest skora do pomocy. Może nie udzielą mi korepetycji, ale zawsze mogę liczyć na ich modlitwę, która potrafi zdziałać cuda. Dzięki modlitwie zdałam sesję zimową i wiem, że wraz z Bogiem podołam letniej.
Fajnie się żyje na studiach, czasem co prawda trzeba napisać jakieś kolokwium, zrobić sprawozdanie, czy nauczyć na laboratoria, ale ogólnie nie jest źle. Do czasu. W pewnym momencie robota zaczyna się nawarstwiać, zajęć przybywa a doba staje się za krótka. Narasta stres, zmęczenie i lęk przed tym co się zbliża. Początkowo zdaje się być gdzieś daleko, bo przecież ogarniam, jeszcze dużo czasu, nie jest tak źle… Ale szybko staje się coraz większa i groźniejsza, a nerwy apogeum osiągają na koniec semestru. Jedni mówią, że to System Eliminacji Słabych Jednostek Akademickich, inni że System Eliminacji Studentów Jest Aktywny, ale ja wiem jedno – to POTWÓR! A ja wychodzę przed wojsko i mam z nim walczyć. Zupełnie jak Dawid, postawiony przed ogromnym Goliatem… Ale o tym właśnie mówi Pismo! A za nim również raper Tau:
Problem to Goliat, a ty masz tylko procę
Jak wierzysz w Boga, to ufaj Mu na sto procent.
Zachęcony więc tym oraz słowami św. Ignacego Loyoli: Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła staram się uczyć ile tylko dam radę, a resztę oddaję Bogu, by mi dopomógł i uzupełnił moje braki. A efekty widać choćby w tym, że póki co wszystko mam zdane i mam nadzieję, że będzie tak dalej. 🙂
Sesja. Nie ma tragedii (podobno) jeśli masz całoroczną. To jeden z nielicznych plusów… choć gdy wszystko razem się zbierze (egzaminy,zaliczenia) to zaczynasz maraton. Egzamin za egzaminem. Dodaj do tego pisanie pracy dyplomowej, zajęcia dodatkowe, życie, sen….. jak w tym wszystkim nie zwariować? Nie pogubić się? Otóż ….. Ostatni rok dla mnie (okej, jeszcze magisterka, ale najpierw przetrwajmy do końca licencjatu!). Cały rok nie wiem jak przeleciał. Mam wrażenie że wczoraj przyjechałam dopiero do Poznania na początek roku akademickiego, a dzisiaj już go kończę. Gdzie się podziały dni? Gdzie zginął czas? Jakoś tak uciekł, ale nie zmarnowałam go. Dzięki pomocy z góry dałam radę.
Mój przepis na egzamin/zaliczenie/kolokwium?
- Powierz ten czas Panu Bogu !
- Ucz się na egzamin (niekoniecznie dzień wcześniej – spanie na notatkach nie pomaga w przejściu wiedzy z papieru do głowy!)
- Przerabiaj materiał z innych lat. Zawsze czegoś nowego się dowiesz.
- Przygotuj odpowiednie i wygodne ubranie dzień wcześniej.
- Wyśpij się ! Wiedza najlepiej utrwala się podczas snu.
- Jedz!
- Pij wodę!
- Przejrzyj wszystkie długopisy, weź legitymację.
Jestem strasznie nerwową osoba. Przejmuje się każdym, nawet najmniejszym zaliczeniem….. Żołądek mnie skręca, głowa paruje, serce uderza zdecydowanie za szybko. Głęboki oddech i lecimy. Dzień zaliczenia. Wychodzę z domu. Średnio pamiętam jak trafiam pod wejście. Otwieram drzwi i czuję dziwny chłód. Półmrok. Kaplica. Siadam w ławce i modlę się. Patrzę na krzyż, milczę.
Cały stres mija, napełnia mnie spokój. Niesamowite uczucie. Nie umiem Wam tego inaczej opisać. Wychodzę spokojniejsza i ruszam w stronę uczelni. I jakoś tak łatwiej jak już dostaje arkusz z pytaniami.
Tak przetrwałam wszystkie 5 egzaminów i nieskończoną ilość zaliczeń. Teraz walczę z obroną. Mówią że jeśli masz dobre towarzystwo to nawet najdłuższą i najcięższą podróż lepiej się znosi. Miałam wsparcie i najlepszego towarzysza – Jezusa. Z pomocą przychodził i Duch Święty, i Maryja. Polecam, najlepsze wsparcie!
Sesja chyba w każdym budzi odrobinę niechęci. Dla mnie jest to czas zwątpienia i walki z słabościami. Zawsze wszystko robię na ostatnią chwilę i później bardzo tego żałuję. Odwiecznie w myślach proszę o światło Ducha Świętego i pomoc z góry, wiem że nie jestem w stanie poradzić sobie z wszystkim co mnie spotyka. Noc przed egzaminem jest tym momentem gdzie moje modlitwy stają się szalenie żarliwe a więź z Jezusem niesłychanie się zacieśnia. Ostatnio czekał mnie egzamin ustny, jako że nie jestem osobą która potrafi przysłowiowo lać wodę dopadł mnie ogromny stres. Koronka odmówiona w drodze na uczelnie, ale nerwy dalej wzbierają. Po wejściu na salę czułam jedno – frustrację, która sprawiała że serce mi zaraz eksploduje. Biorę głęboki wdech i wtedy w głowie pojawiają się słowa: Panie Jezu Ty się tym zajmij. Całe zmartwienie zniknęło, nie było żadnych obaw, egzamin zdany bardzo dobrze. Oddaje wszystkie swoje problemy Bogu, On jest wieczny, mimo moich błędów które nieustannie popełniam zawsze jest i będzie, a trudne momenty potwierdzają Jego miłość.
Jak widać, sposobów na sesję i naukę jest bardzo wiele, ale wszystkie opierają się o jedno – zawierz Panu Bogu i działaj! 😉 Wtedy na pewno wszystko będzie dobrze. A najlepiej to zawsze widać, gdy dzielimy się w tym we wspólnocie, która umacnia nas w drodze z Jezusem przez ziemię do nieba. Dziękujemy że jesteś z nami aż do tego miejsca w artykule i zachęcamy do obejrzenia kilku zdjęć z naszego mijającego roku formacyjnego.
MF Tau Poznań



