Jedzie Kryzys odpychając się nóżką…

Współcześnie słowo „kryzys” towarzyszy nam coraz częściej. Nie raz możemy usłyszeć, że mamy kryzys gospodarczy, kryzys emigracyjny, kryzys ekologiczny, kryzys moralny, czy kryzys męskości. Być może niejednokrotnie jesteśmy jedną ze stron w takim small talku, stojąc akurat gdzieś w kolejce do kasy w markecie, a może nawet wśród znajomych prowadzimy dyskusje na ten temat. Co niektórzy bardziej pesymistyczni mogą spojrzeć na swoje życie i określić je jako jeden wielki kryzys. Jakkolwiek by nie było – wydaje się niemalże niemożliwe, by od tego uciec. Życie duchowe nie jest w tym wypadku odstępstwem. W swoim artykule przeanalizuję aspekt kryzysu wiary na podstawie fragmentów dwóch piosenek płyty Gospel zespołu Lao Che, wydanej w 2008 roku przez wytwórnię OPENSOURCES/ANTENA KRZYKU UNC.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że wspomniana grupa może nie zawsze być odbierana najlepiej w środowisku osób wierzących. Niemniej jednak warto przyjrzeć się ich tekstom, starając nie przyklejać łatki „antykościelnych”, a dostrzec pewne wzorce myślenia, którymi posługują się niektórzy wierzący w Chrystusa.

Na początku dobrze jest zaznaczyć, że kryzys może być zaproszeniem do czegoś więcej, do pójścia krok dalej na drodze wiary. Może jesteś właśnie w sytuacji, że po latach bycia w jakiejś wspólnocie, budowania relacji z Nim, czujesz, że coś się zmieniło: Ten Bóg już jakiś nie taki, modlitwa jałowa, generalnie dotarłeś do ściany, wzbudza się w Tobie frustracja na siebie, ale nierzadko na samego Boga- że się odwrócił, że już nie sprzyja, że nie odpowiada, nie daje się odczuć. Można wówczas wybrać ciężką drogę zaufania i trwać przy Nim, walcząc o tę relację, pomimo tego, że się Go „nie czuje”, a można też, i często tak właśnie się dzieje, przybrać postawę niejako nieprzyjazną czy obrażoną i za wokalistą zaśpiewać „Nie będę do Pana telefonował, nie będę nachodził, głowy Pana nie będę psował”, a później przekuć tę postawę w czyn. W takim stanie rzeczy można trwać bardzo długo, rozjątrzając swoją duszę, pogłębiając swoje zdenerwowanie czy smutek. Nieświadomie można wtedy wprowadzić w życie zasadę samospełniającej przepowiedni, to znaczy mając określone oczekiwania względem pewnych zachowań lub zdarzeń, wpływać na te zachowania lub zdarzenia, doprowadzając do spełnienia się oczekiwań. Na przykładzie: Idziesz na egzamin i mówisz sobie: „o, ja na pewno nie zdam. Jeszcze złamie mi się ołówek i tyle z tego będzie”, a potem tak mocno dociskasz ten ołówek, że rzeczywiście się łamie. Prosisz Pana Boga na modlitwie o jakąś rzecz, a podświadomie i tak się nastawiasz na to, że tego nie dostaniesz, no bo On wydaje się być głuchy na twoje wołanie. I gdy twoja sytuacja rzeczywiście nie ulega zmianie, kwitujesz to wnioskiem: „no tak, czego ja oczekiwałem, przecież to było wiadome, że tak się stanie. Mogło się udać, więc się nie udało”. Utwierdzasz się w złości i wrogim nastawieniu względem Boga, obwiniając Go za wszelkie niepowodzenia. Identyfikujesz się ze słowami: „jeśli masz w tym frajdę aby rzeczy gmatwać, tu mi teraz za tę moją krzywdę zapłać!”, a przez to oddalasz się od Niego, no bo jak być z kimś, kto nie chce dla mnie dobra. Ale czy Bóg naprawdę może taki być?

Będąc w kryzysie, zwłaszcza już przez dłuższy czas, można, niestety, dojść do takiego etapu jak opisany powyżej. Ciężko jest wtedy odrzucić wrogość, która narasta. Choć intelektualnie może nawet wiem, że Bóg nigdy nie chce dla mnie źle, to emocje utwierdzają mnie w czymś zupełnie innym. Może warto zadać sobie wtedy pytanie: dlaczego tak bardzo chcę mieć nad swoim życiem kontrolę? Czy tą kontrolą nie blokuje może Boga i tego, jak On chce zadziałać? W drugim rozdziale Ewangelii według św. Jana czytamy o tym, jak Jezus radykalnie zareagował na bankierów i toczący się handel w świątyni. „ […] porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał”. Jezus niszczy pewien ustalony porządek. Również w naszym życiu czasami trzeba, by rzekomo ustalony porządek, czyli nic innego jak nasze plany i wizje, zostały zniszczone, aby Bóg mógł poprowadzić nas tak, jak sam chce. Ostatecznie to On widzi nasze życie w całości, a my tylko to, co jest obecnie. Psalmista w swoim tekście mówi: „Wiele Ty uczyniłeś swych cudów, Panie, Boże mój, a w zamiarach Twoich wobec nas nikt Ci nie dorówna”. Nie znamy zamiarów, jakie Bóg ma względem nas. Jego plany są przed nami zakryte, ale oczywistym jest, że chce On dla nas dobra. Gdybyśmy obiektywnie spojrzeli na swoje życie, widzielibyśmy ile łask otrzymaliśmy, lecz w kryzysie jest to bardzo ciężkie do zauważenia. Dobra nowina na koniec- On nie przestanie nas kochać, nawet jeśli chwilowo się od Niego odwrócimy. Ciągle będzie czekał z otwartymi ramionami.

Agata Zajączkowska, MF Tau Kraków

2021-03-11T20:03:44+01:00