Nasze życie duchowe to nieustanna wędrówka. W tej drodze napotykamy często wiele trudności, które utrudniają nam budowanie relacji z Bogiem. Zadajemy sobie wówczas pytania: Jak postępować? Czego pragnie ode mnie Bóg? Czy to, co robię, jest zgodne z Jego wolą? Lub, jak mawiał święty Franciszek, pytamy się: kim jesteś Ty, Panie, a kim jestem ja? Przez nasze zranienia i ograniczenia, trudno jest nam obiektywnie spojrzeć na swoje życie. Potrzebujemy towarzysza. To pragnienie objawiało się już nawet wśród uczniów Chrystusa.
W Ewangelii według świętego Łukasza, w rozdziale 24, obecna jest dobrze nam znana relacja o wędrówce uczniów do wsi Emaus. Dwaj mężczyźni, rozprawiający w drodze o minionych wydarzeniach w Jerozolimie, początkowo nie zwracają uwagi na zbliżającą się osobę, nie odkrywają w niej swojego Nauczyciela. Ich zaślepienie jest tak silne, a trwanie w przeszłości tak zakorzenione, że zupełnie tracą nadzieję. Jezus, wciąż nierozpoznany, umyślnie wchodzi z nimi w dialog i zadając pytania tworzy przestrzeń, by mogli uzewnętrznić swoje niespełnione oczekiwania względem potencjalnego Mesjasza, za którego mieli Jezusa z Nazaretu. Święty Łukasz zapisuje takie oto słowa: „Wtedy On im powiedział: O nierozumni i leniwi w sercu! Nie wierzycie w to wszystko, co powiedzieli prorocy! […]”. W hebrajskim tłumaczeniu tego fragmentu Jezus określa owych uczniów jako „niedostatecznych w wierze i ciężkiego serca”. Jednoznacznie wypływa stąd fakt, że byli oni tak mocno emocjonalnie zaangażowani, iż nie potrafili spojrzeć bezstronnie na całą sytuację. Odpowiednia postawa Chrystusa pozwala uczniom wyjść poza ich schemat rozumowania. Taka właśnie powinna być rola towarzysza.
Również w Pismach św. Franciszka spotykamy się z motywem drogi i towarzyszenia. W liście do brata Leona niejako powtarza się ewangeliczna scena wędrówki do Emaus. Święty Franciszek, wraz ze wspominanym bratem, rozmawiają w drodze. Biedaczyna z Asyżu przejmuje Jezusową rolę towarzysza. Jednak co jest godne uznania, to wolność i zaufanie, które daje swojemu rozmówcy. Brat Leon, prosty i ubogi, jak wskazuje inne źródło franciszkańskie, prosi zapewne o radę, co powinien czynić, by bardziej zjednoczyć się z Chrystusem. W odpowiedzi padają te znamienite słowa, że „jakikolwiek sposób wydaje ci się lepszy, aby podobać się Panu Bogu i iść Jego śladami i za Jego ubóstwem, postępuj tak z błogosławieństwem Pana Boga i moim pozwoleniem”. Franciszek z troską wysłuchuje swojego brata, lecz nie pozbawia go możliwości podjęcia ostatecznej decyzji, nie narzuca mu swojego zdania, a co za tym idzie, nie odziera go z odpowiedzialności, co jest istotą dobrego towarzyszenia.
Jaki więc płynie z tego wniosek dla nas? Te dwa obrazy, choć na pierwszy rzut oka wydawać się mogą ze sobą niepowiązane, podkreślają istotę towarzyszenia duchowego. Potrzebujemy obiektywnego spojrzenia na to, z czym na co dzień się zmagamy, ale jednocześnie to do nas powinno należeć ostatnie słowo, a mówiąc dokładniej, finalna decyzja co do naszego dalszego postępowania. Istotne jest znalezienie złotego środka pomiędzy radzeniem się a obarczaniem kogoś odpowiedzialnością za nasze życie. Jeżeli chcemy dojrzale budować naszą relację z Bogiem, nie możemy uciekać od trudów, jakie często niesie za sobą przywilej decyzyjności, czyli wolność. Bowiem ubi spiritus Domini ibi libertas.
Natalia Resel, MF Tau Kraków
(wielkie podziękowania dla dwóch Agatek!)