Św. Tereska na ratunek

To, że należę do wspólnoty franciszkańskiej nie znaczy, że muszą być dla mnie ważni tylko patroni naszej wspólnoty. Wręcz przeciwnie – moją ulubioną świętą jest Teresa z Avili. Jest ona świętą, na którą niektórzy patrzą z dystansem, rezerwą, a nawet z lekkim przestrachem. Jej pisma, wizje i spojrzenie na życie duchowe dla ludzi, którzy nie podejmują próby ich zgłębienia mogą wydawać się wręcz heretyckie. Ja chciałabym jednak pokazać, jak bardzo pomocny może być jej przekaz. Nie zaprzeczam jednak, że św. Teresa jest osobliwą postacią. Pewnie dlatego mnie ona do siebie przyciągnęła. Poznawanie rzeczy i postaci niecodziennych zawsze niesie ze sobą swego rodzaju ekscytację i „powiew świeżości”.

Św. Teresa żyła w XVI w., a jakże aktualna jest jej filozofia życia i rozwoju duchowego. Jak najbliższa przyjaciółka jest mi w stanie pomóc i pokazać, jak zbliżać się do Boga. Nasz cel jest taki sam mimo że dzielą nas cztery wieki. Jest nim jak najbliższa relacja z Bogiem, dla której idealnym wzorem jest relacja Oblubienicy i Oblubieńca z Pieśni nad Pieśniami.

Św. Teresa miała wizję duszy sprawiedliwej jako kuli z kryształu całej rozświetlonej jasnością tryskającą z Boga samego, który znajduje się w centrum. Różnice w nasileniu światłą tworzą tam zróżnicowane strefy, różne słynne „mieszkania”. Można powiedzieć, że jeśli grzeszymy nasza dusza jest zabłocona, pełna brudu, który nie przepuszcza tego wewnętrznego światła. Z jasnych mieszkań bliskich najbardziej świetlistemu, gdzie przebywa sam Bóg możemy się cofnąć do tych początkowych, zimnych, bez namacalnej boskiej obecności. Czy to nie jest zasmucające, że sami pozbawiamy się światła i odcinamy się od życia? Czy to nie jest idealne odzwierciedlenie teologicznych prawd?

Już w wieku dziecięcym Teresa chciała umrzeć męczeńską śmiercią, chciała „widzieć Boga” a, jak sama mówiła – „żeby Go widzieć, trzeba umrzeć”. Cudowne jest to, że Bóg spełnił jej pragnienie jeszcze za jej życia. Jest to potwierdzenie tego, że Bóg może wszystko jeśli tylko będziemy w to wierzyć. Tak jak św. Augustyn najpierw szukała Boga wokół siebie aż znalazła Go w samej sobie. Mówiła : „Czy mały to będzie dla duszy roztargnionej pożytek, gdy zrozumie tę prawdę i przekona się, że na  to, aby mogła rozmawiać z Bogiem Ojcem swoim i cieszyć się obecnością Jego, nie ma potrzeby wzlatywać aż do nieba ani modlić się głośno? Dość jej udać się na samotność i patrzeć i oglądać Go obecnego we własnym wnętrzu.” W każdym z nas jest Bóg, w najgłębszym zakątku naszej duszy i jeśli Go nie zagłuszymy, zawsze będziemy mogli z nim rozmawiać. Nie ma bliższego przyjaciela, taty, Zbawiciela od Niego, jak widzimy nawet w dosłownym sensie.

Duchowość św. Teresy wykorzystuje zmysły, angażuje wyobraźnię. Święta na modlitwie stawiała sobie przed oczami obraz Jezusa (w zależności od natchnień duszy zmartwychwstałego lub umęczonego na krzyżu) i kontemplowała, odpoczywała w Bogu, trwała w Jego towarzystwie. Z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że właśnie użycie wyobraźni, wizualizacji bardzo pomogło w rozwoju mojego życia duchowego, a szczególnie w lepszym przeżywaniu Mszy Świętej. Jeśli wyobrazimy sobie do kogo tak naprawdę kierujemy modlitwę „Ojcze nasz”, nabiera ona sensu i „życia”. Możemy sobie przypomnieć, jakim kochającym Tatą jest Bóg, co od niego otrzymaliśmy, z jakich ciemnych dolin nas wyrwał i wtedy tak już przez wielu pozbawiona wiary modlitwa staje się wręcz doświadczeniem mistycznym.

Dla Teresy ważne było poznanie samego siebie.”Poznanie tego, czym jesteśmy i co możemy, pozwoli nam wobec Boga przyjąć postawę prawdy, jakiej On wymaga”. Przypominała ona, że Bóg jest prawdą najwyższą, a pokora niczym innym nie jest, jak chodzeniem w prawdzie. Jak twierdziła: „Nie ma zaś prawdy większej nad tę, że sami z siebie nic nie mamy dobrego, że nasza jest tylko nicość. Kto tego nie rozumie, ten chodzi w kłamstwie”. Zrozumiałym teraz jest, dlaczego św. Teresa  nakłaniała do tego, by modlitwę rozpoczynać i kończyć aktem poznania samych siebie, czyli stanięcia w prawdzie.

Pamiętajmy jednak najbardziej o tym, że „bramą, którą się wchodzi do tej twierdzy (duszy) jest modlitwa. Modlitwa jest przestawaniem w przyjaźni…”. Św. Teresa mówiła, że należy „rozważać prawo Pańskie we dnie i w nocy”.

Jak proste są te rady, a jak często nie wcielamy ich w życie i zastanawiamy się, skąd bierze się w  pustka i oddalenie od Boga? Zachęcam wszystkich do poznania św. Tereski, bo jej rady to żyła złota, która może doprowadzić nas do większego zjednoczenia z Bogiem.

Barbara Ekiert, MF Tau Krosno

2020-07-15T18:39:19+02:00