Odwieczna dychotomia?

Maska. Słownik języka polskiego podaje między innymi następujące znaczenia tego słowa:

  1. «zasłona na twarz (albo część twarzy) z otworami na oczy, nakładana podczas maskarady, obrzędów ludowych lub przez aktorów w teatrze; też: osoba z tak zasłoniętą twarzą»;
  2. «twarz zniekształcona, zastygła w jakimś grymasie»;
  3. «odlew twarzy ludzkiej».

Ale pojawia się również takie znaczenie jak: «pozorowane zachowanie mające ukryć prawdziwe zamiary i uczucia». Chciałbym przez chwilę pozostać przy ostatnim.

Myślę, że jest to zjawisko często spotykane. Widzimy to, być może, nie raz w swoim życiu; w literaturze ukazuje się jako cecha charakterystyczna bohatera lub nawet główny motyw powieści. Dlaczego tak często uciekamy od prawdy o sobie? Czego się boimy? Czy możemy tego uniknąć? Erving Goffman twierdzi, iż człowiek, nawet, kiedy jest sobą, to i tak nosi jakąś maskę. W swojej książce pt.: ”Człowiek w teatrze życia codziennego”, uciekając się do metafory spektaklu teatralnego, ukazuje relację z drugą osobą jako odgrywanie ról, w których komunikujemy odbiorcy nasze „ja” często starannie wyreżyserowane. Oczekujemy, żeby ludzie odbierali nas tak, jak byśmy chcieli być przez nich odbierani.

Naturalną wydaje się być potrzeba bycia szanowanym i widzianym w dobrym świetle. Czy można więc powiedzieć, że nie do końca mamy wpływ na to, kiedy wkładamy owe maski, i że dzieje się to niejako automatycznie, gdyż nie chcemy zostać zranieni i narażeni na negatywną ocenę ze strony drugiej osoby? Czy człowiek może jednak ma nad tym władzę? To doprowadza mnie do postawienia kolejnych dwóch pytań – jak długo potrafimy żyć w fałszu i jak daleko możemy się posunąć, by utrzymać naszą wyidealizowaną osobowość? Zostawiam to do osobistej refleksji.

Co na to wszystko Pan Bóg? On przenika i zna nas nawet lepiej niż my samych siebie. Doskonale wie, co się pod tymi maskami kryje i jacy jesteśmy naprawdę, a przy tym kocha nas wciąż tak samo mocno. Jednocześnie pragnie tego, byśmy umieli na siebie patrzeć Jego oczyma, z miłością i akceptacją. Oczywiście, nie jest to proste, ale też nie jest niemożliwe. Dla mnie to wciąż ogrom pracy, by w to uwierzyć i myślę, że nie zmagam się z tym jako jedyna. Dlatego prośmy Go, byśmy potrafili doświadczyć tej miłości, którą nas obdarza każdego dnia i porzucić uciekanie w fałsz.

Agata Z., MF Tau Kraków

2020-01-08T16:49:41+01:00