„Nie lękaj się, bo jestem z tobą” (Iz 43,5)
Pokój i dobro Kochani!
Chciałabym podzielić się z Wami doświadczeniem mojego niedawnego wyjazdu do Ugandy. Było dla mnie ogromną niespodzianką i radością, gdy zaproponowano mi wyjazd na doświadczenie misyjne ze wspólnotą Świeckich Misjonarzy Kombonianów! Ale początkowa radość szybko się ulotniła, zastąpiona lękiem przed nieznanym. Gdy pierwsze emocje opadły, zaczęły rodzić się we mnie pytania. Co to będzie? Jak mam w tak krótkim czasie zarobić tak duże pieniądze na wyjazd? Jak będę się porozumiewała z tymi ludźmi (słabo u mnie z angielskim)? Czy nie zachoruje na jakąś chorobę? I wiele innych… Ale z pomocą ruszył Bóg! Zaczęło się to jeszcze w Polsce, przed wyjazdem.
Chodziłam po różnych parafiach z prośbą o możliwość zorganizowania tzw. niedzieli misyjnej, niestety wszędzie słyszałam odmowę. Nie wiedząc już gdzie jeszcze miałabym pójść zapytać, zrezygnowana i świadoma małej ilości czasu, poszłam do Ojców Dominikanów. Prowadzona przez intuicję, mówiłam sobie, że to ostatnie miejsce, bo już nie mam siły. Ku mojej wielkiej radości i odzyskaniu wiary w cuda, zgodzili się na zbiórkę!
Od najmłodszych lat odczuwałam lęk przed ludźmi odróżniającymi się kolorem skóry, obcokrajowcami, a tu nagle ląduję w dalekim kraju. W kraju o całkowicie innej kulturze. Gdy już znalazłam się w Ugandzie, zaczęli zaczepiać mnie mieszkający tam ludzie, proponując podwiezienie do miejsca mojego noclegu. Myślałam wtedy: „O jeny, wszyscy się patrzą…” Miałam ochotę wrócić najbliższym samolotem, ale nie zrobiłam tego, trzymając się myśli: „Nie jestem tu dla siebie, zostałam zaproszona do tego doświadczenia, dam radę, proszę Panie, pomóż”. I rzeczywiście pomógł. Z dnia na dzień było lepiej. Pierwszego dnia w St. Jude przeżyłam prawdziwy szok, kiedy nieznane mi osoby, których się boję, po prostu podchodziły do mnie i przytulały, witając się ze mną. Jestem osobą, która raczej trzyma dystans na początku znajomości, a tu nagle całkowity brak tego dystansu i po prostu radość. Szok oraz strach mieszał się z pozytywnym zaskoczeniem i szczęściem.
Zachowywałam się inaczej. Przyjęłam tę radość i weszłam w nią. Myślę, że bez łaski Boga, otrzymanej odwagi, uciekłabym przy pierwszej lepszej okazji… Mogłabym tu jeszcze opisywać długo moje doświadczenia prowadzenia przez Pana w czasie tego wyjazdu, ale niestety muszę kończyć… Chciałabym tylko powiedzieć jeszcze, że ten wyjazd był dla mnie wielkim błogosławieństwem. W tym czasie, przed, po i nawet teraz zauważałam i zauważam działanie i przewodnictwo Boga. Czuję, że ten czas, jak również całe moje życie jest zaplanowane przez Niego! Mimo trudności szłam i cały czas idę za Bogiem i jest to moja najlepsza decyzja.
Ty również możesz zobaczyć jak w Twoim życiu działa Bóg, wystarczy, że otworzysz się na Niego i dasz mu się poprowadzić!
Monika Wosek, MF Tau Lublin