Kiedy poproszono mnie o napisanie artykułu, wiedziałam, że najprostszy i najbardziej oczekiwany temat w tym czasie to święto Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny, czas modlitwy za zmarłych. W pierwszym momencie spanikowałam, nie chciałam o tym pisać. Jednak, kiedy usiadłam do laptopa, stwierdziłam, że mimo wszystko chcę się podzielić swoimi doświadczeniami związanymi z tym wyjątkowym czasem.
Wiem, że dla wielu osób to święta bardzo ważne, ja jednak nigdy tego nie czułam. Moi dziadkowie umarli zanim się urodziłam, a babcie wciąż trzymają się świetnie. Nigdy nie doświadczyłam śmierci kogoś bliskiego. Odwiedzam co roku groby nieznanych mi ludzi i wiem, że jest to łaska, że nigdy nie przeszłam takiej straty.
Nigdy nie wiedziałam, co robić. Chodziłam z moimi rodzicami po cmentarzu, stając co chwilę przed kolejnym nagrobkiem z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem, z których większości nie kojarzyłam. Chciałam wracać do domu, czułam, że to bez sensu, ponieważ nigdy nawet nie widziałam na oczy ludzi, którym zapalałam znicze. Biegałam z kuzynami i siostrą między alejkami, grając w berka i próbując jakoś zabić czas.
Kiedy trochę podrosłam i dojrzałam do modlitwy, okazało się, że przed każdym grobem mówiłam to samo. Nie lubiłam tego bardzo, czułam się jakbym oszukiwała ich i samą siebie. Jakby modlitwa za nich to była jakaś formułka, którą odmawiam, bo tak wypada. Mimo, że mama już nie zwracała mi uwagi, żebym zachowywała się porządnie, było mi nieswojo.
Moje podejście zmieniło się chyba dopiero w momencie, w którym dołączyłam do wspólnoty. Pomogło mi to spojrzeć na wszystko z innej perspektywy i mimo, że nadal nie czuję przejmującej tęsknoty, rozumiem jaką wartość ma dla moich rodziców to święto. Wiem, że ci ludzie, których odwiedzamy, dla nich nie są tylko nazwiskami na granicie. Wciąż żyją w ich pamięci i to, że ja nie miałam okazji ich poznać, nie ma znaczenia. To oni ukształtowali moich bliskich, to dzięki nim, są tym, kim są. Okazuje się więc, że mam u nich dług. Teraz, kiedy się modlę na cmentarzu, staram się nie podchodzić do tego bezosobowo. Dziękuję Bogu za to, jak inni wpływali na moich bliskich i proszę o życie wieczne dla nich. To, że nie wiem jak wyglądali, nie stanowi dla mnie więcej problemu, wiem, że Bóg doskonale wie, o kim mówię. Dziękuję Mu również za to, że nigdy nikogo nie straciłam. Że mogę po wszystkim pojechać na obiad do babci i spędzić czas z moją rodziną. Sądzę, że dziadek i prababcie cieszą się widząc nas szczęśliwych.
Zuzia Krzyżanowska