Święta, święta…

Pokój i dobro wszystkim!

Ostatnio, rozmawiając ze znajomymi studentami, usłyszałam dość zaskakującą mnie odpowiedź na następujące pytania: „I jak samopoczucie przed świętami?”, „Cieszysz się, że zaraz spotkasz się z rodziną i usiądziesz wspólnie przy wigilijnym stole?”, która zazwyczaj brzmiała: „A daj spokój znów ta wigilia…”. Po krótkim zastanowieniu osoba, z którą rozmawiałam, rozszerzała swoją wypowiedź: „Chcę z domu jak najszybciej wyjechać, na święta jadę i po 3 dniach wracam, a może uda mi się uniknąć wyjazdu…” „Znów te rozmowy o polityce… Już to sobie wyobrażam, jak wszyscy zaczynają się kłócić.”, „A i ten wujek co nikogo nie dopuszcza do słowa.”, „Przyjedzie rodzina, której nie znam.” „Ach i znowu ten kuzyn, za którym nie przepadam.”.

Czy nie brzmi znajomo? Przyznam, że też tak myślałam przez pewien okres w swoim życiu, a wręcz powiem więcej – wstydziłam odezwać się do mojej rodziny i innych ludzi. Byłam szarą myszką, która nie zapytana, nie odzywała się słowem. Ale bliskość z Bogiem oraz wspólnota troszkę mnie zmieniła. Spróbuję opisać moją zmianę z perspektywy przeżywanej Wigilii Bożego Narodzenia.

Zaczęła się ona tradycyjnie od przeczytania fragmentu Pisma Świętego, następnie było dzielenie się opłatkiem i składanie niezwykle ciekawych życzeń. I ta chwila dała mi dużo do myślenia. Zaczęłam zastanawiać się, czy w moim dotychczasowym życiu nie było wyklepanych formułek, które mówiłam każdemu po kolei, i które nie różniły się od tych mówionych przez każdego? Tak było aż do zeszłego roku, kiedy to po raz pierwszy w życiu powiedziałam każdemu z osobna życzenia, które wypływały z mojego serca i były skierowane konkretnie do osób, którym te życzenia składałam. Czy w moim życiu nie jest tak, że słyszę coś od kogoś, ale tego czegoś nie wysłuchuje? Często ludzie mówią mi o swoich potrzebach i marzeniach, ale bez wsłuchania się w ich słowa nie umiem tego wyciągnąć z kontekstu rozmowy. A może lepiej zacząć słuchać i jeśli to możliwe wcielić w życie, zrobić coś z tym, co się słyszy?

Widzę prawdziwy uśmiech na twarzach moich bliskich w czasie składa życzeń, wdzięczność za pamiętanie, jak to często mówią, „tak mało ważnych rzeczy”, które tak naprawdę są ich wielkimi marzeniami, a następnie rozluźnienie i radość w czasie rozmów przy stole wigilijnym. U mnie, od kiedy pamiętam, nie było za dużo kłótni w święta, ale również wydawały mi się one takie sztuczne, udawane i sztywne, aż do poprzedniego roku. Otworzyłam się na moją rodzinę i przeżywanie tego czasu. Byłam naprawdę szczęśliwa, jak cała moja rodzina, ze wspólnej świątecznej kolacji. I tak właśnie wyglądała moja Wigilia. Kiedy zmieniłam nastawienie do mojej rodziny, otworzyłam się na nią i po prostu zaakceptowałam ją taką jaka jest, Wigilia stała się dla mnie pięknym i radosnym czasem. I nie może tego zepsuć kogoś gorszy dzień, czy ciasto, które przypaliłam. A najlepsze jest to, że nie dotyczy to tylko tego dnia, ale również mojego codziennego życia!

 

Monika Wosek

2019-01-02T22:22:19+01:00