W drodze

W drodze

Doświadczanie życzliwości otwiera nam oczy na potrzebę obecności drugiego człowieka w naszym życiu, uczy przyjmować dobro z rąk innych i doceniać to, że czasem niewiele znaczy bardzo wiele. Zazwyczaj kojarzy się ono z przepuszczaniem kogoś w drzwiach czy pomocą we wniesieniu ciężkiego bagażu. Jest jednak szczególny rodzaj życzliwości – a może już miłosierdzia – przyjęcie potrzebującego do swojego domu.

Święty Jan Paweł II zachęcał do pielgrzymowania, porównując je do wędrówki z Jezusem, podczas której możemy odkryć nie tylko Jego miłosierdzie i łaskę, ale też wstąpić na drogę nawrócenia czy po prostu wsłuchać się w siebie. Nawoływał do tego wszystkich: młodych, studentów i emerytów, ciocie, wujków i dzieci, rodziny i samotników. I tak co roku na pielgrzymki wyruszają tysiące ludzi, którzy pragną oddawać swoją drogę Bogu. Gdyby ich zapytać, bez czego nie wyobrażają sobie tej wędrówki, odpowiedzieliby, że jest to modlitwa i gościnność.

Pielgrzymka do Boga
Pan codziennie wzywa nas, żebyśmy oddali Mu swoje troski i dali się prowadzić. Pragnie, abyśmy dali się porwać Jego miłości. Może to właśnie jest przyczyna, dla której tak wiele osób podczas wakacji wyrusza na pielgrzymkę? Jest to szczególny czas, w którym dostępuje się ogromnej łaski od Pana, ale też łaskawości od drugiego człowieka, co dla wielu oznacza doświadczenie żywej Bożej miłości.
– Mogę z całą pewnością stwierdzić, że gościnność jest wśród ludzi bardzo żywa. Mogłem jej szczególnie doświadczyć podczas wędrowania. Rzadko doświadczaliśmy odmowy, za to często byliśmy świadkami ogromnej radości z dzielenia się. To swoiste doświadczenie Bożej miłości w praktyce, mimo upływu czasu, pozostaje wciąż żywe w mojej pamięci – mówi Szymon Cieżak, członek Młodzieży Franciszkańskiej Tau i uczestnik Rivotorto (szczególnego rodzaju pielgrzymki, który polega na wędrowaniu bez pieniędzy za przykładem św. Franciszka, co roku organizowanej przez Referat Powołaniowy Braci Mniejszych Kapucynów i MF Tau).
Gościnność objawia się w czasie całej pielgrzymki. Czasem są to duże rzeczy, a czasem nawet te najmniejsze – podana z troską szklanka gorącej herbaty czy kawałek chleba są powodem, żeby dostrzec twarz Boga w drugiej osobie.

Wędrowanie nie dla mięczaków
Zazwyczaj pielgrzymka kojarzy się z ustalonym planem trasy, wyznaczonymi miejscami postojów i noclegów. Co natomiast dzieje się, kiedy znajdzie się grupa szaleńców, którzy postanowią wyruszyć w drogę z Bogiem bez planów i oddać każdą minutę tej podróży Panu?
– W minione wakacje miałem okazję wraz z kilkoma młodymi ludźmi przeżyć „wędrowanie nie dla mięczaków”. Nie mieliśmy zapewnionych ani posiłków, ani noclegów. O wszystko prosiliśmy w imię Jezusa, który nie da się prześcignąć w trosce o człowieka! – opowiada br. Michał Ferenc OFMCap. – Przeżywając kolejne dni w takim duchu i z takimi założeniami, doświadczyliśmy wielkiego miłosierdzia Pana i Jego opatrzności, która objawiała się w gościnności spotkanych ludzi.
Świadectwo z tej niezwykłej wędrówki pokazuje, że niezależnie od tego, czy idziemy zorganizowaną grupą, czy dajemy się prowadzić Panu, czy idziemy sami, czy w towarzystwie nasz dobry Ojciec zawsze o nas się zatroszczy i poprowadzi do bezpiecznej przystani.
Podczas wędrówki zaczynamy przeżywać codzienność z innej perspektywy, zaczynamy więcej widzieć, a przede wszystkim otwieramy się na Boga. Dzieje się z nami podobnie jak z uczniami na drodze do Emaus, których serce z każdym krokiem coraz bardziej się rozpalało, by w końcu odkryć, że Pan był i jest z nimi. To źródło radości i pokoju umacnia nie tylko podczas wędrowania, ale także w codziennym pielgrzymowaniu do domu Ojca.

Hanna Żarczyńska
MF Tau Wrocław

Tekst w całości pochodzi z miesięcznika „Głos Ojca Pio” [99/3/2016]
www.glosojcapio.pl

05 maja 2016|